Ostatki. Ale coś jeszcze z tego dnia wycisnę:))
Na początek mała eksploracja Katowic. W poszukiwaniu podobno fajnej veolstrady
trafiam nad bardzo fajne 3 stawy, gdzie jednak ścieżka velostrady nie przypomina, więc to nie tu. Wreszcie trafiam. Istotnie fajnie, chociaż króciutko. Podobno niedługo ma być więcej.
Spod Spodka wyruszam łowić pociąg powrotny do Wawy. Cel: Lubliniec
Wyjazd z Katowic nie najgorszy, mimo że przez aglomerację prowadzący – Siemianowice, Piekary, obrzeża Bytomia. Nie było źle, pod warunkiem zignorowania szeregu dziadowskich ścieżek.
Dalej za Piekarami droga 908 już bez ścieżek i z fajnym asfaltem.
Natomiast reklamowana jako rowerowa gmina i generalnie rowerowe królestwo miejscowość Kalety i dojazd do niej to kpina. Rowerowa ścieżka co prawda z asfaltu, ale z wybrzuszeniami od konarów tak dużymi, że jak nie zauważysz to lecisz prosto w kosmos. Nie skorzystałam.
Fajny natomiast był kawałek Kalety – Koszęcin. Bez ścieżki:))
Z Koszęcina do Lublińca kilkanaście kilometrów fajną drogą 906, którą jechałam pierwszego dnia tej wyprawki. Podobało mi się to zakończenie:)))
- DST 104.75km
- Czas 04:38
- VAVG 22.61km/h
mapka ze stravy jest tutaj