Dojczland spontan 2026 dz.2

Od rana akcja. Zaplanowaną trasę Cottbus – Leipzig odkładam na półkę, bo nieoczekiwanie zmaterializował się mega front burzowy i dokładnie znad Leipziga w kierunku Cottbusa nadciąga. No żesz. Uruchamiam szybką procedurę uknucia planu B, a w jego realizacji bardzo pomaga noclegowa miejscówka, która pięknie naprzeciwko dworca w Cottbus się znajduje. Tak i przy śniadaniu obczajam wszelkie dostępne opcje i lekko zagęszczając ruchy łapię podwózkę z Cottbus do Nouen czyli miejscowości typu nigdzie, gdzie jednak nieoczekiwanie pociąg bieg swój kończy. Nadjeżdża jednak następny, którym można jeszcze trochę wyżej na północ, powyżej burzowego frontu wyjechać. Ten pociąg fajny, jedzie aż do Wismaru przez znane mi już piękne okolice Schwerin, co kuszące jest nadzwyczajnie ale jednak daję odpór i ponowną wizytę w Schwerin odkładam na następny raz:)
A tymczasem

wysiadam w Breddin i od razu wyjeżdżam na piękny asfalcik prosto do Havelbergu prowadzący. A z Havelbergu w dół wzdłuż Łaby w urokliwą drogę 107 skręcam, którą jednak nie cieszę się długo, bo od razu pojawia się opcja odbicia w ciąg ścieżek,

w większości na głębokim zapleczu 107 poprowadzonych i z rzadka tylko na jezdnię wyprowadzających. A jak już wyprowadziły to bonusowo prosto na Tankstelle gdzie – cud prawdziwy – rogalik typu croissant i kawa były dostępne. I woda. I powerade. I gniazdko, żeby telefonik podładować. I pani pozwoliła wejść do środka z rowerkiem i w chłodku przyjemnym zakupione produkty spożyć, życzliwą konwersacją zabawiając. Podarowała też gazetę do mojej wyprawkowej papierowej kolekcji:))
Po powrocie na ścieżki trafiam na niepokojące ostrzeżenie

i przez chwilę rozważam zawrotkę, ale zauważam w dole coś w rodzaju objazdu tej biegnącej po wale nitki ze znakiem. Ryzykuję więc ten objazd a po chwili z naprzeciwka jadąca para informuje, że ta nitka wyżej jest koło pastwiska owiec i stąd te psy, ale że dziś ich nie było. No nie uspokaja mnie to jakoś bardzo ale z gazem pod ręką jakoś ten odcinek pokonuję. Psów nie było

a dalszy ciąg ścieżki świetny, z jednym trudniejszym

momentem. 
Po pokonaniu schodów zaczyna się trasa zupełnie bajeczna.

Długie kilometry fantastycznej jakościowo rowerowej drogi wzdłuż Łaby, taka lepsza wersja trasy Odra-Nysa, gdzie asfalcik już miejscami mocno przechodzony a tu – nówka.
Jadę zachwycona aż do zjazdu do miejscowości Burg, skąd lokalne pociągi do Magdeburga – mojego rowerowego celu na dziś – startują. Burze już się częściowo przetoczyły, ale kolejna fala frontu majaczy na horyzoncie i wolę końcówkę już bliżej możliwości podwózki jechać. W Burgu jestem kiedy zagrożenie nie wydaje się duże więc jadę dalej, a gdy w miejscowości Moeser 

jestem gotowa na pociąg to przy próbie zakupu biletu apka DB mnie informuje,  że następna kolejka zabierająca rowery będzie za 4h. Na peronie nie ma żadnego info, wisi ten sam rozkład,  jaki mam w telefonie i wg którego pociąg powinien być za 2 minuty, no ale pociągu nie ma i nie ma też żadnych chętnych, więc ewidentnie jest jakiś ZONK.
Wypełzam z tego zachaszczonego peronu z powrotem do cywilizacji, gdzie pozyskuję info, że ZONK istotnie jest w postaci autobusu zamiast pociągu. Gdyż remont. Pociąg dwie stacje dalej, w Biederitz. To już blisko Magdeburga, więc stacje często, co 5/6km. Do Biederitz mam 11. 
Zdążam akurat na moment, kiedy głośnik obwieszcza zmianę peronu i cała nagromadzona tu licznie ludzkość gna do podziemnego przejścia. Czyli nie tylko u nas takie numery:)))
W pociągu pozyskuję bardzo przydatne info – w obrębie większości dużych miast istnieje coś w rodzaju biletu aglomeracyjnego, Biederitz się łapie do aglomeracji Magdeburga – jednorazówka kosztuje niewiele ponad 3EUR i nie płacisz na rower. 
(później potwierdzam, że  podobny system obejmuje przedmieścia Dresdena i Leipzigu. To jest zaskakująco mizerna cena jak na taryfy w kolejach niemieckich).
Jadę więc tanio do Magdeburga a diabełek w mojej głowie podpowiada, że przecież burze opuściły już Leipzig i plan, żeby tam właśnie spędzić dzisiejszą noc może jeszcze być zrealizowany…
Szansa na to jest tym większa, że jest już wieczór, po 19 a to pora kiedy tanieją bilety i w pociągach międzymiastowych (IC albo ICE) można upolować miejsce na rower (w tych o najbardziej obleganych porach często nie ma możliwości przewozu roweru. Co ciekawe – w tych pociągach dopuszczających przewóz roweru musisz zarezerwować miejsce na rower, ale jest ono bezpłatne. Z kolei zakup biletu dla podróżnego nie gwarantuje miejsca siedzącego nawet w tych najdroższych pociągach ICE czy Sprinter. Miejscówkę dokupujesz oddzielnie, kosztuje kilka EUR. Kupowanie miejscówki jest bez sensu jak masz rower, bo nie istnieje możliwość wyboru miejsca, więc możesz siedzieć 3 wagony od roweru. Miejsca na rowery często są tylko 3).
Cellestynowi dopisuje szczęście, jest dla niego dziś komfortowe miejsce.

Jedziemy do Leipziga:))

  • DST 124.40km
  • Czas 05:51
  • VAVG 21.26km/h

mapka ze stravy jest tutaj   

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *