from Poland to Holland 2024 dz.1. Schwerin

Patrząc przez pryzmat planów na kolejne dni Szczecin wydaje się dziwnym wyborem, bardziej racjonalny byłby pociąg do Berlina, też jedzie jedne 5,5h. Byłby, gdyby mógł być a nie bardzo może bo PeKaP na wiosnę zbojkotował cyklistów. Inaczej niż w poprzednich latach jest tylko jeden pociąg na dobę, który zabiera rowery. Tak, JEDEN. Pomijam już nieludzką porę startu gdzieś tak koło 4 rano to upolowanie biletów jest mega wyzwaniem. 
Można by też przejechać do Berlina ze Szczecina gdyby w ogóle jeździł tam jakiś pociąg, ale akurat nie jeździ. Podobno jak już wystartuje to będzie prawdziwa lux torpeda, niemniej na razie remont.  Co w sumie jest mi na rękę, bo mam pewne niemieckie zaległości do odrobienia:)
Pierwszy punkt dzisiejszego programu udaje się zrealizować, choć nie bez trudności. Truchło do Lubeki pojedyncze, ludzi sporo a i rowerów kilka chętnych do podróży.
Z każdym przystankiem robi się tłoczniej i na jednej ze stacji Frau Konduktor po prostu dwóch rowerów nie wpuszcza. Na polskie warunki niedzielnego powrotu z Mławy zmieściłyby się spokojnie, ale Frau ma inne zdanie, rowery zostają na peronie. Następny pociąg za jakieś dwie godziny (jeden tor).  Jedziemy jedziemy, ludzi przybywa i wreszcie jest stacja (Gustrow), gdzie atakuje bardzo duża grupa chętnych.  I tu następuje zaskakujący zwrot akcji. Pojawia się gość w kubraczku DB i zarządza: wszystkie rowery raus. Nieważne, że masz bilet, nieważne dokąd jedziesz, nieważne, że twój rower zajmuje miejsce dla rowerów. Po prostu wypad. I oni wszyscy z tymi rowerami karnie wychodzą, więc ja też bo przecież by mnie zlinczowali. Poza tym ja jestem akurat w sytuacji całkiem niezłej bo mam za 20km opcję planu B. Ale dla Lubeki, do której jedzie cała reszta planu B nie ma, a to jeszcze kawał i gwarancji, że wsiądą do kolejnego pociągu za bardzo nie ma. Więc taki wniosek – w niedzielę deutsche bahnem z rowerem nie polecam. Bo to jeszcze nie koniec tej opowieści…
Tymczasem jadę rowerkiem do Butzow,

gdzie całkiem sprawnie udaje mi się wbić w pociąg, który z Rostocka jedzie do Schwerin. Do którego to Schwerin miałam jechać rowerem, ale przez te pociągowe przygody robi się krótko z czasem. Ten pociąg trochę bardziej przyjazny, taki nasz piętrus, rowerów cała masa ale miejsca “dla ludzi” też.  Prawie wszystkie rowery wysiadają w Bad Kleinen

i szybko robi się jasne, że będą czekać na przesiadkę do… Lubeki (ja ze swojego pociągu właśnie w Bad Kleinen miałam wysiadać). 
Jest ich straszny tłum, nadjeżdża ten co miał być za dwie godziny no i cóż – nie ma takiej opcji. 
Pociągi – dramat, za to zamki mają niezłe.

Schwerin jak z bajki Disneya i ogród piękny. Warto było dzień poświęcić.
Żeby poświęcenie było pełne dalsza podróż też nie prosta. Remont i wyrwa z ZKA między kilkoma stacjami od Schwerin na interesującej mnie trasie do Hamburga, dokąd finalnie zamierzam dziś dotrzeć. Więc jeszcze poszukiwania tej stacji (Holthusen), skąd pociąg po wyrwie wyrusza. Widok piętrusa mnie nieco uspokaja i daje nadzieję, że może wsiądę.

Wbijam. Tłum mega ale jakoś wszyscy jedziemy. Cud. I super Hamburg wieczorem:)))

  • DST 38.63km
  • Czas 01:50
  • VAVG 21.07km/h

mapka ze stravy jest tutaj

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *