Dojczland powoli staje się tradycją:)
Wyjazd tak całkiem spontaniczny nie był, ale że akurat będzie to wyjazd nach Dojczland to już tak. Bo tkwiąc w blokach startowych i w pełnej gotowości, żeby odpalić i uciec z tej Krainy Deszczowców, jaką stała się w ostatnich dniach Wawa cały czas myślałam jednak, że na pierwszy wakacyjny ogień wrzucę powtórkę z Litwy. Ale tam też leje. Więc jadę tam, gdzie słońce.
Bilet upolować z miejscem na rower graniczy z cudem ale tak i cud zdarza się, ktoś bilet zwraca i łapię go natychmiast ja, i cóż, że jest to bilet z przesiadką. A konkretnie to z dwiema.
Tu konieczna dygresja. Tak, jest to prawda że od tego roku PeKaP uruchomił dwa codzienne połączenia PL – DE , przez Kraków i Wrocław do Leipziga prosto ICek pomyka. Pomyka niestety bez rowerów, bo tych nie przewozi. Żadnego. Zero. Null. W tej sytuacji bojkotuję Wrocław (i tak nie ma biletów) i ruszam na Szczecin z opcją, że jak wbiję po przesiadce to będą jeszcze Międzyzdroje. Wbijam. Rytualny gofr przy plaży jest mój:)))
Wjazd po gofrze na Kawczą Górę w drodze na Wisełkę i Kołczewo łatwizna,
spłacam wreszcie dług wysokościowy zaciągnięty tu już dwukrotnie – zawsze jechałam w dół. I teraz mogę już powiedzieć, że piękna jest to droga w obie strony, tę ścieżkę, która się za Wisełką zaczyna też można wybaczyć, chociaż nie starzeje się najlepiej.
Za Kołczewem odbijam ze 102 w prawo, początkowo jest OK,
ale z każdym metrem się pogarsza i odcinek Kodrąb – Unin
okazuje się być po prostu straszny. Nie wiem, jaki jest ten drugi dojazd do Unina (dłużej trzeba pojechać 102 i skręcić w Międzywodziu) oprócz tego, że jest na pewno dłuższy. Ale nie sądzę, żeby był gorszy. Bo Kodrąb jest już na samym końcu skali. Kilka kilometrów nie do zapomnienia.
Była obawa, że taki ZONK już do samego Wolina,
ale szczęśliwie nie, za Uninem pojawia się normalny asfalt i nie najgorsza ścieżka,
jadę nią przykładnie:))
Rewelacyjna jazda zaczyna się za Wolinem wraz z wjazdem na wojewódzką 111, którą przez wiele kilometrów aż do Modrzewiów będę jechać.
Świetna droga, prawie pusta.
Za Modrzewiami na wysokości Goleniowa jakiś dziwny przejazd przez tereny przemysłowo/magazynowe, dziś niedziela więc pusto i zlewam dramatyczną ścieżkę która tam się kilometrami ciągnie. Jeśli w tzw zwykły dzień trzeba nią z powodu dużego ruchu jechać to słabo. Oprócz wądołowatości ma też krawężniczki.
Przez Rurzycę do Załomu fajna droga, pojawiają się zdatne do jazdy ścieżki, w tym również taka zupełnie nowa, bardziej przypominająca rowerową drogę
i więcej ZONKów nie pojawia się:) Fajna droga do samego
Dąbia prowadzi. Gdzie jednak postanawiam jazdę zakończyć, pamiętając sprzed kilku lat, jak dramatyczny po garbatych ścieżkach był od tej strony rowerowy wjazd do Szczecina. Jakoś nie mam ochoty sprawdzać, czy coś się na lepsze zmieniło. A pociągi z Dąbia na Główny dosłownie co kilka minut. Jeden ZONK mi na dziś wystarczy:))
- 108.84km
- Czas 04:27
- VAVG 24.46km/h
mapka ze stravy jest tutaj