Cudne południe dz.5

Jedna z najgorszych dróg ever jakimi jechałam to prawie stukilometrowy odcinek Wrocław – Jawor. Składał się z dróg różnych wielu a jedna gorsza od drugiej. Więc na dziś taki mały challenge – sprawdzić okolice Jawora od południa a przy okazji spojrzeć na sławny klasztor Cystersów w Lubiążu.
Początek w Świebodzicach trochę hmmm estetycznie zaskakujący:))

Ale za to drogowo super, dojazd do Strzegomia (przez Olszany) i wyjazd z niego (kierunek Jawor!!!) – rewelacja.

Ale rewelacja szybko się kończy. Jak tylko w obszar władania Jawora wjeżdżam.

Mściwojów…. Zapamiętam.
(inna sprawa, że tam jest jakaś inna droga, do której w końcu dopełzam – naokoło ale wygląda lepiej, warto chyba dłużej wojewódzką 374 pojechać i później skręcić).
Świetny jest natomiast odcinek przez Wądroże i Piotrówek do Prochowic,

chociaż tu tez zaliczam mały zonk. Chciałam jechać na Szczytniki, ale asfalt jest tam tak dramatyczny, że czym prędzej wracam na drogę do Prochowic. Podobnie dramat przy próbie skrótu przez Dąbie. Tu straszy bruk, a za brukiem dziury takie, że masakra. Odwrót. 
Bruk to w ogóle osobny temat, wiele było niestety brukowych odcinków nawet w przerwach między naprawdę dobrym asfaltem. I to taki bruk kociołebski, no nie pojedziesz. Męka.

No więc ostatecznie jadę do tych Prochowic przez Motyczyn, pod koniec asfalcik nie najlepszy ale lepszy niż bruk w Dąbiu:))
Z Prochowic tnę sobie przyjemnie przez Kwiatkowice aż tu nagle znowu (Rogów Legnicki) bruk pojawia się. I to jaki! Nic z boku. Ale jest skręt. W podporządkowaną. Też bruk, ale z niteczką asfaltu. Biorę. I po kilkuset metrach wjeżdżam na prawie nowy asfalt. Tymczasem GŁÓWNA według zeznań lokalesów ciągnie się brukiem przez kilka (ok 3) kilometrów. Zagadką pozostaje, jak mapy.com mogą zaproponować w opcji rower szosowy kilka kilometrów brukiem. W sumie w opcji jakikolwiek rower.
Nieco naokoło ale jednak trafiam w końcu do Cystersów, 

chwila na słońcu na zdjęcia i już termometr zeznaje że wciąż jest pełnia lata. No prawie:)
Z Lubiąża mało ciekawa droga do Brzegu, tzn byłaby ciekawa 

bo dużo tu fajnych zielonych chaszczorów, ale z asfaltem problemik, ciut nowego, sporo starego i popękanego. W sumie – telepka.
Brzeg niestety też rozczarowujący, na tzw rynku nic nie ma oprócz Żabki a jedyne sensowne ławki znajduję koło ziającego stęchlizną kościoła. Cóż, cieszę się że chociaż są na słońcu:))
Świetny jest natomiast ostatni odcinek dzisiejszej trasy – z Brzega

do stacyjki Brzezinka Średzka, 

która też ma sporo uroku. Podjeżdżam do Wrocka – kilkanaście minut pociągiem i oszczędzam sobie długiej i żmudnej telepki przez wrocławskie przedmieścia, które już kiedyś eksplorowałam z tej strony i nieciekawe to było. 
Dzisiejsza trasa zerojedynkowa – asfalty albo dramat albo sztos. Bruki męczące. Ale ogólne wrażenie pozytywne, dużo zielonego, ruch mały. Fajna opcja na niespieszną jesienną stówkę:))

  • DST 121.98km
  • Czas 05:46
  • VAVG 21.15km/h

mapka ze stravy jest tutaj 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *