Rano nieciekawe chmury pojawiły się nad Wrocławiem i coś nawet z nich kapać zaczęło, więc postanowiłam się nieco z zagrożonego obszaru oddalić
i w efekcie trasę zaczynam dziś w Głogowie.
Głogów tradycyjnie prezentuje kompletnie zakorkowany most, ale na “12” którą przez chwilę jadę jest przyjemnie pusto. Potem trochę słabego asfaltu przed Wschową, tu nic się nie polepszyło przez ostatnie lata niestety. Wyjazd za Wschową na 305, też niewiele lepiej.
Fajniej się robi po zjeździe z 305 w zupełnie boczne asfalciki. Niestety nie wszystkie asfalciki okazują się asfalcikami. Mapy.com zaliczają kolejną totalną wtopę proponując rajd po zupełnym polu. Piach + kamienie. Szczęśliwie znajduję objazd, ale za często zaczyna się to zdarzać.
Wioska, Witoszyce, Robczysko – nawierzchnia bardzo zmienna, trochę nowego, trochę bardzo starego,
ale ruch żaden, fajne klimaty i jedzie się bardzo przyjemnie.
Do czasu.
Bo nagle zgrzyt, trzask i zblokowana tylna przerzutka – akurat w opcji pełnego pędu więc na najtwardszym przełożeniu. A tu okoliczności typu pośrodku niczego – pośrodku niczego w sensie ścisłym, jak nieodżałowany mawiał Pilchu.
Co tu robić, wpełzam na razie na jakąś górkę, zmiana przedniego blatu nic nie daje bo łańcuch skrzyżowany trzeszczy więc morduję się na twardo i kombinuję co by tu dalej. Wracać do ominiętego Leszna? Chyba to jedyna szansa na jakiś warsztat. Pełznę szukając cienia żeby coś na ekranie telefonu zobaczyć. Tak i cień znajduje się. Razem ze sklepem:)
Sklep przemysłowy, budzi moje nadzieje na pomoc. I pomoc znajduje się. W formie, o jakiej nie mogłam nawet na tym pustkowiu – a konkretnie to w Pawłowicach – marzyć.
Dwóch mega gości w sklepie – Andrzej i Piotr. Wyposażeni w kontakt do lokalnego mobilnego lekarza rowerów – czyli Bike Doktora Bartka. I – dacie wiarę? Za pół godziny….
sytuacja zaczęła wyglądać bardziej optymistycznie:)))))
Jeszcze pół i już Cellestyn mógł ruszać w dalszą drogę żadnych pagórków się już nie bojąc.
BARTEK, ANDRZEJ, PIOTR – TO BYŁA SUPER AKCJA. DZIĘKUJĘ!!!
(BikeDoktor kontakt: 691 122 767)
Mógł ruszyć, więc ruszył:)) Przez Czajkowo, Piaski i zaskakująco przyjemny Gostyń, po asfaltach dobrych i niestety też słabych – ale z działającą przerzutką:)
Mimo awarii i sporego jednak przestoju dojazd do Kalisza wydaje się niezagrożony.
I rzeczywiście do Kalisza dojeżdżam ale szybciej niż się spodziewałam.
Bo nagle zupełnie znikąd na horyzoncie objawia się czarne. Szybkie spojrzenie na radary potwierdza – idzie front burzowy. Hmmm. Nie mam żadnych alternatywnych opcji. Nie mam, ale mogę mieć:) Bo oto objawia się skręt na Jarocin.
A Jarocin to pociąg. Rzadko jeździ. Ale akurat.. Będzie niebawem. I jak mocno przycisnę …
..to zdążę:))
I w Kaliszu jestem tuż przed burzą:))
Sushi na dziedzińcu dawnej fabryki fortepianów jak zawsze wyborne:))
- DST 146.01km
- Czas 06:15
- VAVG 23.36km/h
mapka ze stravy jest tutaj