wyrzuceni z autobusu!

niedziela zaczęła się leniwie i nic nie zapowiadało nader nieprzyjemnych zdarzeń w drugiej części dnia…
Popołudnie miałam dość szczelnie zaplanowane na zadania pozarowerowe, postanowiłam zatem wybrać się jedynie na lajtowy sierakowski spacerek i skorzystać ze słoneczka. Cel – polanka przy parkingu. Gdzie okazało się, że…
MOJA ULUBIONA ŁAWKA ZNIKNĘŁA. Najbardziej nasłonecznione i najlepiej osłonięte miejsce w całym Kampinosie, gdzie można było się przyjemnie wygrzewać nawet w zimie – zdemontowane! Po stratach z ubiegłego roku, kiedy to zniknęło kilka innych fajnych ławeczek oraz niemal wszystkie kosze na śmiecie to jest najdotkliwszy cios. Ławka nie padła ofiarą wandalizmu, gdyż został również zdemontowany solidny kosz na śmiecie, stojący całe lata obok niej. Po jednym i drugim nie ma śladu. Ciekawe jaki jest cel takich działań ze strony KPN. Jakiś czas temu na tej samej polanie zaatakowano mnie ankietą pt:
” co spowoduje częstsze odwiedziny w KPN”.  Czyżby wynik ankiety przewidywał, że czynnikiem wzrostu odwiedzin będzie brak ławek??
Humor zepsuty. Ciasteczko skonsumowane na wielkiej polanie koło siedziby KPN nie smakowało. Wiatr tam hula w najlepsze, wielki odkryty teren pełen wyjących bachorów:((

Niestety cała ta historia stanowi jedynie wstęp. Gdyż:

w trakcie konsumpcji ciasteczka okazało się, że moje popołudniowe plany nieco się w czasie przesunęły, otwierając szansę na małe dodatkowe rowerkowe coś niecoś. A że nic humoru nie poprawi tak skutecznie jak ww postanowiłam z okazji skorzystać. I pofrunąć godzinkę z wiatrem w kierunku Leszna z opcją powrotu 719. No to już wiecie, co było dalej. 
Było. Ale dlaczego????

Na przystanku w Wiktorowie (przystanek „Wiosenna”) melduję się z kilkoma minutami zapasu. Wiatr jest niemiłosierny i cieszę się, że nie będę musiała z nim walczyć (hehehe). 
Autobus spóźnia się tylko chwilę, ale jedzie rozpędzony tak, jakby nie miał wcale zamiaru zatrzymać się na moje sygnały (przystanek na żądanie, stoję na nim tylko ja z niebieskim).  Jednak staje. Wsiadam. Jest przyjemnie pusto, wiele wolnych miejsc siedzących. Jadą  dwa rowery, ale dobrze ustawione w „gabarytowej” przegródce. Przyklejam do nich niebieskiego. Autobus nie rusza. Z kabiny wychodzi pani kierowca i coś mówi. Nie zwracam uwagi, szukam biletu. Otóż ona mówi do mnie. Że mam natychmiast wysiąść!!
????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
– autobus jest pusty
– mam bilet
Kolejny kwadrans upływa mi na próbie zrozumienia, dlaczego nie możemy pojechać . Próby są daremne. Pani nie umie podać żadnego argumentu poza tym, że jadą już 2 rowery (regulamin nie ogranicza liczby przewożonych rowerów). Silnik wyłączony, autobus stoi, minuty mijają. Pasażerowie są wściekli, ale wcale nie na mnie. Mówią, że na poprzednim przystanku babka to samo zrobiła innemu rowerzyście (stąd spóźnienie na moim przystanku). Dzwonią na numer alarmowy żądając, żeby baba zabrała mnie z rowerem. Dyspozytor informuje, że to jest wyłączna decyzja kierowcy. Sytuacja jest absurdalna. Baba siedzi zamknięta w kabinie i przez szybę powtarza, że nie pojedzie bo
„NIE WEZMĘ TAKIEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI”.  Z szacunku dla pasażerów, z których część jedzie do pracy i muszą załapać połączenie opuszczam autobus. Który… nadal stoi na przystanku! I pozostaje na nim przynajmniej do momentu, kiedy skręcam w boczne asfalty Wiktorowa… 

Co było dalej nie wiem. W poniedziałek 9.10  spotykam się w tej sprawie z dyrektorem ZTM.

UPDATE 10.10 – PO SPOTKANIU
uczucia mam mieszane. Niby postępowanie pani kierowcy zostało ocenione jako niewłaściwe, ale panował klimat niezrozumienia dla faktu, że „pojazd jedzie w pojeździe”. Trochę udało mi się poopowiadać o specyfice linii podmiejskich, którymi ludzie przemieszczają się z rowerami między małymi miejscowościami, którymi turyści jeżdżą na weekendowe wycieczki, i którymi niebieski lubi się podwozić na nieco dalsze wyprawy – zwłaszcza jesienią czy zimą. Sprawa jest w toku – obiecano sprawdzenie monitoringu i odpowiedź na piśmie. Tudzież ewentualne kolejne spotkanie.
Podobno trwają prace nad zmianą regulaminu mające na celu ograniczenie dowolności podejmowania decyzji przez kierowcę – to był mój postulat na to spotkanie. Niestety obawiam się, że nie będą one korzystne dla rowerzystów. Zobaczymy co wróci…

  • DST 84.82km
  • Czas 03:49
  • VAVG 22.22km/h

2 przemyślenia nt. „wyrzuceni z autobusu!

  1. Lekko może nie być. W Elblągu lekko nie było od razu i to co udało mi się wynegocjować u naszego zarządcy zbiorkomem wygląda następująco:

    6. Przewóz rowerów z zastrzeżeniem ust. 5. dopuszcza się w przypadku nagłego załamania pogody lub awarii roweru:
    1) w niedziele i święta,
    2) w soboty od godz. 11:00,
    3) w dni robocze od godz.17:00
    pod warunkiem, że:
    1) jest wolne miejsce w pojeździe na jego przewóz,
    2) istnieje możliwość takiego umieszczenia roweru w pojeździe, by nie utrudniał przejścia, nie zagrażał bezpieczeństwu ruchu, nie powodował uszkodzenia pojazdu
    i nie był zagrożeniem dla innych pasażerów.

    Tak więc widzisz, że lekko może nie być :-). Pozdrawiam.

    1. w obecnym regulaminie żadnych zastrzeżeń nie ma – oprócz standardowego „żeby nie utrudniał innym pasażerom…etc”. Wspomniany nowy regulamin ma być dla rowerzystów gorszy i właśnie wprowadzać ograniczenia w godzinach szczytu etc. Moja propozycja była taka, żeby jednak wprowadzić rozróżnienie na linie miejskie i podmiejskie, kursujące co godzinę albo i rzadziej. No ale jak widać w mentalności powszechnej nic się nie zmienia – ROWER NIEBEZPIECZNY. GRYZIE??!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.