mazurski trawers cz.3

dzisiaj dzień pocztówkowy. Pogoda produkcji pocztówek sprzyja:)

Przez wiadukt w Kudypach

jadę do Tomaszkowa pokonać największy w okolicy pagór i spojrzeć na jezioro Wulpińskie z góry. Zawsze jesienią przyjeżdżam tu po pocztówki:)

Pocztówek nazbierawszy robię w tył zwrot do Unieszewa.

To jest ta lepsza asfaltowo część drogi do Gietrzwałdu. W Unieszewie

odkrywam zupełnie nowe oblicze zapyziałych dotąd niemożebnie peronów i fakt, że zaczynające się tu wśród resztek asfaltu dramatyczne wykroty mają się nadal dobrze. Wybawienie

nadciąga w samą porę. Akurat jak kończę robić kolejne pocztówki:)))

Podwożę się zaledwie jedną stację – do Biesala. Ale tu zamiast wykrotów czeka mnie już zupełnie inny świat.

Moja ulubiona traska wzdłuż jeziora Isąg:)) W Łukcie decyduję pojechać do Ostródy naokoło. Taki impuls. Dawno nie jechałam przez Zawroty i przez Ruś a tak lubię tę drogę. Odcinek do Zawrotów mimo, że ruchliwy i z koleinami też lubię. Siła sentymentu pierwszych samodzielnych mazurskich odkryć:))
W Zawrotach czeka mnie niespodzianka – z gatunku tych mniej miłych. Skręt do Ostródy zagradza odblaskowy pan z lizakiem. Wjazdu nie ma. Roboty. Leją asfalt. Na temat tego gdzie dokładnie i na jak długim odcinku – informacji brak. Nie chce mi się wracać. Negocjuję z panem. Sukces. Wjeżdżam. Na razie cała piękna droga z położonym wcześniej nowym asfaltem w miejsce garbów w Rusi jest tylko moja.

Cieszę się z każdego przejechanego kilometra, bo to oznacza, że mniej ich będzie do ewentualnego pełznięcia poboczem (którego tu zresztą właściwie nie ma…). Napięcie powoli narasta

osiągając apogeum NA OSTATNIM KILOMETRZE, tuż przed Szelągiem. Akcja wylewnicza idzie pełną nomen omen parą ale na odcinku 300 zaledwie metrów. Panowie trochę się kwaszą ale usakwiony niebieski nie pierwszy raz budzi sympatię i ostatecznie przechodzimy bez problemów.
Na wjeździe do Ostródy wita mnie jak zawsze niezbyt wylewnie mój stary przyjaciel.

Obowiązkowy postój na Orlenku, chwila mordęgi dziadowską ścieżką (są wszędzie) i już jestem nad jeziorem Drwęckim. No to kolejne pocztówki:))

Miejscówka na ławce w pełnym słońcu pozwala myśleć, że lato dopiero się zaczyna. Jest rozkosznie ciepło i cieszę się, że zaplanowałam dłuuuugą przerwę w tym miejscu. Tak naprawdę to już koniec dzisiejszej wyprawy. Jeszcze tylko łapię czerwone truchełko do Iławy (pocztówki:))

i prawie pustum ICusiem wracam komfortowo do Wawy. I tylko te wąziutkie ścieżynki w centrum opanowane przez sunących  dostojnie środkiem wypożyczaków i gnających na oślep (dosłownie) zwolenników oszczędzania prądu w lampkowych bateriach…

  • DST 98.78km
  • Czas 04:50
  • VAVG 20.44km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *