Czeruchy jako antidotum

ząb rwał mnie żywym bólem noc całą tudzież rano. Nie szło wytrzymać, chociaż fakt, że udało się zapisać na wieczór do sprawdzonego dentysty niósł pewną nadzieję w tej beznadziei. Coby jednak do wieczora dotrwać postanowiłam znaleźć jakieś zajęcie. Na ból zęba przy wietrze północnym niezłe są Czeruchy:)
Postanowiłam przetelepać się przez Ciechanów celem sprawdzenia, czy seria ciągnących się miesiącami w zeszłym roku remontów jest może na ukończeniu. I otóż jak najbardziej. Ukończony dojazd z centrum do dworca,

rzadka to sytuacja, kiedy ścieżką lepiej jechać niż jezdnią. Na ścieżce asfalt, na jezdni po remoncie pozostała kostka. Ani chybi bruk jakiś zabytkowy. 
Na wylotówce do Gołotczyzny i Gąsocina też prace zakończone, jeszcze tylko rondo dziś kończyli

tu niestety nowiutkim asfalcikiem się nie nacieszę, jest bowiem ścieżka z wszelkimi szykanami (pas krzaczorków, latarnie) ale krawężników zlikwidować zapomnieli – nie przyspieszysz:(
Skoro już pojechałam w kierunku Gołotczyzny i Gąsocina to postanowiłam przejechać się dawno nie odwiedzanym odcinkiem Gąsocin-Ojrzeń. Tu asfalcik świetny i na razie ścieżki nie budują:) Po drodze zahaczyłam o garbate Koźniewo (gdzie oprócz dziur w asfalcie inne też są problemy)

więc kontrast był tym bardziej przyjemny. Z Ojrzenia do Nowego Miasta po remoncie też śmiga się przyjemnie (i też kontrast zachowany bo połowa drogi wciąż po staremu). A od Nowego zaczęłam już się spieszyć, żeby jednak do dentysty zdążyć, bo moje antidotum dobre było żeby godziny szybciej mijały ale bólu zlikwidować nie dało rady.

Dentysta jeszcze mi ząb dodatkowo rozjuszył i na jutro znowu muszę coś wymyślić, żeby ten czas trudny przetrzymać…:)

  • DST 137.90km
  • Czas 06:05
  • VAVG 22.67km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *