z Iławy do Warszawy

chciał nie chciał trzeba było dziś coś pojechać, jako że prognozy na najbliższy tydzień bardzo słabe. Deszcz/burze/huragan/deszcz…  Dziś też nad ranem padało i Iława przywitała mnie powietrzem rześkim, ostrym i pachnącym mokrym lasem. Który to zapach uwielbiam. Towarzyszył mi przez 10km drogi 536

żeby przed Lubawą na moim ulubionym objeździe krajowej 15 przemienić się w zawsze wszechobecny w Targowisku Dolnym gnojny smród… 🙁 Pędzę zatem przez górki korzystając z zachodniego wiatru i uciekam na 537 do Lidzbarka. Tu wiatr już nie pomaga, za to są inne atrakcje

30km pagórów jak trzeba a i lasu kawałek się znajdzie:) Mijam kuszący skręt na Brzozie, całe wieki nie byłam w Głęboczku…
Tuż przed Lidzbarkiem przypominam sobie o innym nęcącym skręcie – wabi hasło Wellavil 1km. Wiele razy chciałam sprawdzić co się za nim kryje. Dziś mam motywację bo brzuszek gwałtownie dopomina się śniadanka i mimo piachowego odstraszacza postanawiam zaryzykować

jak na mnogość opadów ostatnio piachu sporo, w porze suchej może być kłopot ze sforsowaniem tej drogi. Szczęśliwie to rzeczywiście niewiele ponad kilometr, za to ostro w dół. Miejsce wygląda przyjemnie

ogromny teren, cisza i urokliwa rzeka Wel. Na tym niestety sympatyczne wrażenie się kończy. Gdyż obsługa restauracji informuje mnie, że śniadanie już się zjadło (jest 10.20), restauracja zostanie otwarta po 13 a jajecznicy i tak bym nie dostała bo… nie ma w karcie. W drodze wyjątku mogę ewentualnie dostać zupę. Buuuu……
Trochę mnie złości powrotna droga piachem tym razem ostro pod górę z nadal głodnym brzuszkiem, ale tylko trochę. Bo niedaleko jest miejsce mniej co prawda urokliwe ale za to życzliwe, przyjazne i solidnie karmiące. Niech Was nie zraża urody nie powalającej widoczny z drogi 545 front Hotelu Welskiego

dajcie mu szansę a nie pożałujecie

Hotel Welski Przyjacielski:) Tak jest:)))
Nakarmiona jajecznicą i dobrym słowem na deser łykam przyjaźnie wyprofilowane pagórki drogi Lidzbark-Działdowo.


Tu wiatr pokazuje pełnię swoich możliwości, jest idealnie w plecy i jedzie się tak fantastycznie, że widok Działdowa wcale mnie nie cieszy. Skręcam w 544 do Mławy i z zachwytem odkrywam, że odrobina wiatrowego benefitu pozostała. Nie jest źle!
Na tym etapie wyprawy nie zdecydowałam jeszcze, gdzie się ona zakończy. To wielki plus tej trasy – od Działdowa wjeżdża się w strefę wpływów przyjaznych rowerzystom pociągów Kolei Mazowieckich. Nawet w niedzielę po południu znajdzie się miejsce, żeby do domu wrócić. Na razie więc cieszę się hopkami na 544 i tymi na 615 Mława-Ciechanów.


I postanawiam, że dopiero w Ciechanowie zastanowię się, czy i jak jechać dalej….
Jest przed Ciechanowem a konkretnie w Czeruchach miła postojowa budka. Kanapka, banan, serniczek, czekoladka… Jechać! Ba, ale którędy? Kusi oczywiście piękna droga przez Chotum i Młock ale to bardzo naokoło, już nie ta pora żeby drogi nadkładać. Przez Gąsocin też trochę krzywo.. Najprościej biegnie krajowa 50 Ciechanów-Płońsk. Krajówkami jeżdżę tylko jak mus albo szerokie pobocze. Ale – jest niedziela, ciężarówek powinno być mało. To tylko dyszka… Ryzykuję.

Dobry wybór. Ciężarówek wcale, osobówek mnóstwo ale asfalt gładki i przez większość czasu z górki. Nawet przeciwny wiatr nie bardzo mi przeszkadza i szybko melduję się na orlenku w Ojrzeniu. Tu tankuję koktajl super power  czyli latte z czekoladą. Zmodyfikowany plan zakłada łowienie KMki z Modlina. Ale już czuję, że to tylko taki wentyl bezpieczeństwa. Bo czuję się fantastycznie, wiatr cichnie a przedwieczorne klimaty Nowe Miasto-Cieksyn-Borkowo w świetle zniżającego się słońca zupełnie niesamowite

W takich okolicznościach łapię zamiast pociągu dwójkę z przodu licznika:)))

nad Wkrą już zupełna cisza, weekendowe hordy zniknęły

 w Modlinie jestem 20 minut przed odjazdem pociągu i nie zamierzam na niego czekać. Bo jak trochę przycisnę to mam szansę zameldować się w domu jeszcze za dnia. Przyciskam i prawie się udaje. Bo pod domem jestem ale na liczniku zamiast oczekiwanych 250 widnieje niesatysfakcjonujące 247. No i męczę nocny dokręt dla pełnego zachwytu tym fantastycznym dniem:))) 
taka to była trasa
PS. To moja druga samotna dwieściepięćdziesiątka, pierwsza była w 2016. Z Warszawy do Iławy:))

  • DST 251.29km
  • Teren 2.40km
  • Czas 11:22
  • VAVG 22.11km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *