projekt Dojczland 2019 – dz5

Na niedzielę wszyscy wróże (zło)wieszczyli burze, ulewy i gradobicia.  Od wielu dni utrzymywali, że to dziś właśnie nadejdzie pogodowe załamanie i konsekwentni w opiniach swoich byli aż do… wczorajszego wieczoru. Który upłynął na knuciu, jak by się tu w kierunku Wałbrzycha przemieścić szkód jak najmniejszych na zdrowiu i dobytku doznając. Pociąg – wiadomo – jest, tak ta trasa została przygotowana, żeby mieć transportowe zabezpieczenie no ale nie o jazdę pociągiem przecież chodzi ale o jazdę po górkach. Zamkowych! Więc jak tu jechać, żeby blisko kolei a zamki planowane jednak zmieścić? Są niestety w misternie przygotowanym planie straty. Poważne. Zamek Grodziec się nie mieści! PIanowany jako puenta wyprawy nijak nie chce stanąć bliżej kolejowej linii. Buuuu.  Ale Bolków i Książ wchodzą. Na pocieszenie mnóstwo fajnych widoczków (nawet na Śnieżkę) plus pałacyk Karpniki.

Oprócz widoczków pociesza mnie też widok zaktualizowanej przez noc prognozy pogody. Wróże nagle burz nie widzą. Mega opady wyrysowane jak EKG zawałowca nagle wypłaszczone i tylko jako niegroźne kropeczki zaznaczone. No to w drogę, zanim zmienią zdanie:)))
Do zamku Bolków jadę mega opłotkami, chciałam śmignąć główną ale jest w remoncie i przez dramatyczne jakieś dziurawce gugel mnie prowadzi. Szczęśliwie bardziej to hopki niż górki ale gdy koła wpadają w ryte dziury to żaden podjazd łatwy nie jest. Nagroda czeka po osiągnięciu szczytu – zjazd po nowiutkim asfalcie! Dłuuuuugi zjazd. Już nie pamiętam tych dziur przy wspinaczce:)))
Zamek stoi oczywiście na zamkowej górze. Góra pokryta jest w części dolnej asfaltem, w środkowej kostką a dla tych co się jeszcze nie poddali są kocie łby na odcinku ostatnim, najbardziej spiczastym. Na kolejnym „łbie” prawie przewracam się na plecy i jednak decyduję się na wariant pieszy. Niemniej zamek zostaje zdobyty:)))

Z Bolkowa bardzo fajna dróżka przez Wolbromek i Dobromierz prowadzi. Zbieram siły na kolejny podjazd,  bo przecież zaraz będzie Książ! Tymczasem zamek przed zdobywcami jakoś zaciekle się nie broni, ja zaliczam podjazd terenowy ale od strony głównej drogi całkiem wygodny prowadzi wypłaszczony dukcik. Luuuuuzik. A sam zamek… MEGA!

…i nawet przez chwilę wydawało mi się, że gdzieś na dolnych tarasach mignęła balowa sukienka Daisy…
Zamek – jak większość zamków – historię ma dość burzliwą i ciemne nieraz gromadziły się nad nim chmury. Gromadzą się i teraz ale tym razem  wiszą mi one dosłownie nad głową. Już raz mijałam się z burzą o metry, teraz też mi się udaje. Spada kilka kropel i nagle zupełnie się wypogadza. Fajnie!
Wałbrzych omijam jadąc obrzeżami przez WSSE, jest rewelacyjny dwupasmowy asfalcik, przy niedzieli zupełnie pusty. Ja w niemej (no prawie) złości tłukę się kilometrami garbulcem ścieżkowym z zamierzchłych czasów i z ulgą witam skręt na Dziećmirowice. A z jeszcze większą kolejny – ze Złotego Lasu do Lubiechowa. NAJFAJNIEJSZY I NAJDŁUŻSZY ZJAZD EVER.  Kilka kilometrów pięknego, gładkiego asfaltu w lesie i szuuuuuus:) Porównywalny był tylko ostatni odcinek przed Bad Schandau z 25.07, tam jednak nieco więcej było samochodów.
Podobnie jak wczoraj dzisiejsza trasa też jest nieco bardziej wspinaczkowa, niż zjazdowa i jest to moja pierwsza trasa z ponad 1000m przewyższenia. Bikemap pokazuje nawet przekroczone 1100, a przecież podjazdu pod Bolków tak precyzyjnie nie uwzględnił:)))
Ostatnie kilometry przez Zagórz do Jugowic bardzo klimatyczne. Asfalt super, potoczek, porośnięte lasem zbocza. I jaki fajny czeka na mnie hotel!

Hasło „pałac” w nazwie trochę mnie niepokoiło, tymczasem nielubianego dostojeństwa tu nie znajduję. Jest za to świetny koncept saunowy, sauny są w małych drewnianych domkach, jest ich kilka a każdy domek ma okno na świat i widok na zieleń. Tylko jedno znam miejsce z sauną z oknem – z Ciechocinka – i super fajny jest to pomysł. Sauna przygotowana rewelacyjnie, temperatura powyżej 90 a tuż obok lodowaty prysznic. Uwielbiam. Podobno hotel rowerzystów gości często, przebiegają tędy trasy wyścigów MTB. Warto zajrzeć też do hotelowej restauracji, tanio nie jest ale bardzo smacznie i ciekawe odnaleźć można smaki. Restauracja była w TOP 100 w Polsce i nie bez przyczyny się tam znalazła. 
Kwadrans dosłownie po dotarciu do hotelu z tego wypogodzonego nieba spada ściana deszczu. I leje okrutnie przez wiele wieczornych i nocnych godzin. Na poniedziałkowy poranek wróże nie mają dla mnie dobrych wieści. Tymczasem…..

  • DST 91.08km
  • Teren 3.20km
  • Czas 05:40
  • VAVG 16.07km/h

mapa jest tutaj, kilometrów bikemap dopisał sporo dodając jakieś sprytne zawijasy, których wcale nie było ale pozbyć się ich z mapy nie sposób. Znowu mają gorszy dzień…:(

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *