no naprawdę. Bez ściemy. Tak było. Pierwsza traska 400+ zostawiła same pozytywne wspomnienia. Szczecinek – Wawa. Pełen lajt i czysty fun:))
W Szczecinku
zameldowałam się wczoraj w prawie południe. Trochę inny był plan – z pociągu chciałam wysiąść w Białogardzie i lekką setką dojechać do Szczecinka, bo mega fajne są to tereny – ale upał jest tak dotkliwy i burzą grożący, że odpuszczam. Bez żalu:))))
Bo jezioro Trzesiecko w samym środku miasteczka to super miejsce. Dużo fajnej infrastruktury. Cisza! Żadnego badziewia! Uśmiechnięci ludzie!
Wolałabym może, żeby knajpka z super miejscówkami nad samą wodą nie była steak housem:), ale znajduję zacny zamiennik – pierogarnia (Dom Woźnego) co prawda nie jest nad jeziorem ale można wziąć na wynos i nad jezioro sobie przetransportować. Obstawiam chłodnik i pierogi z truskawkami (a wiele było tam innych równie kuszących opcji). Uwaga – w niedzielę o 13 czas oczekiwania to ponad godzina. Ale luzik. Zamawiasz, jedziesz nad jezioro na lody a jak zamówienie gotowe pani dzwoni, że już.
Boskie jedzenie, boskie widoczki i boska pogoda. Jak już udało mi się tym wszystkim nacieszyć nadeszła burza, zrobiło się czarno i był to idealny moment żeby zakończyć ten świetny dzień i iść spać. Była 18:)))
……………………………………………………………………………………
A od 18 do 1 to się można całkiem nieźle wyspać. Nawet jeśli tak tylko w połowie się śpi.
Bo się czeka. Nadsłuchuje. Czy budzik przypadkiem nie mówi, że to JUŻ. I wreszcie jest ten moment, kiedy mówi. Że czas ruszać. W czarną noc.
Czarną, ale ciepłą. Początek świetny. Krajowa “20” pusta zupełnie. Cisza. Las. A za kilka kilometrów po skręcie w 201 jest jeszcze fajniej. Więcej lasu. Więcej ciszy. Asfalt super.
I w tych ciemnościach wyłaniająca się tablica z nazwą. Nazwa: Czarne:)))
Za Czarnym jadę dalej 201 już w coraz mniej czarnym:)) a gdzieś między Bińczami a Debrznem łapię chwilę magii. Wyglądała tak:
(asfalty nadal świetne)
Za Debrznem skręcam w drogę na Sępólno Krajeńskie (przez Lipkę).
Asfalty cały czas doskonałe, czas mam dobry, ruch jest mały i optymistycznie patrzę w przyszłość najbliższą, która przynieść ma mi dłuższy odcinek jazdy krajową 25, którą spodziewałam się, że tout le monde o tej porze czyli przed 8 gnać będzie do Bydgoszczy. Ale jakoś nie gna
i już wiem dlaczego. Przebudowa! Wykopki! Ale dzięki temu pusto. Ciężarówy zakazane. Wszyscy jadą tym objazdem, którym ja miałam jechać gdyby na 25 był dramat:))) No to oni sobie tam a ja tu i nawet liczne odcinki “terenowe” nie są straszne, bo utwardzone super i zwalniać specjalnie nie trzeba. Przebudowa BTW wygląda bardzo fajnie, na długich odcinkach widać BARDZO PRZYZWOITĄ ASFALTOWĄ ŚCIEŻKĘ, jadę nią na próbę kawałek – dawno nie doświadczyłam tak jakościowej ścieżki:))
Czego niestety nie można powiedzieć o ścieżkach, które pojawiają się za Koronowem, w którym moja przygoda z 25 się kończy. Droga na Samociążek i Bożenkowo śliczna, ale to tędy gnają suburbia do Bydgoszczy i trochę się atmosfera zagęszcza więc jadę trochę poszatkowanymi ścieżkami – tam gdzie jest asfalt – a trochę nie – tam gdzie rolę ścieżki pełni szutr w lesie. Szczęśliwie nie ma zakazów więc zlewam okazjonalne bydgoskie trąby, które okresowo wzmożenia doznają, ale nie jakoś przesadnie. Debil tylko jeden:))
Bydgoszcz omijam górą drogą 544, (która okresowo stanowi serwisówkę dla S5) i przez Zołędowo wjeżdżam do Fordonu i na most na Wiśle, wyprowadzający prosto na krajową 80. Zawsze omijałam tę drogę, bo nie dość, że krajówka to łączy Bydgoszcz z Toruniem i spodziewałam się tu masakry. Ale ostatnio spotkałam kolarza z Torunia, który przekazał info, że droga jest spoko, bo ma pobocze. Istotnie. Nie jest może przesadnie równe, ale po gorszych się jeździło:))Ruch nieprzesadny. I wreszcie od dawna upatrzona ZŁAWIEŚ pada moim łupem:)))
A przy okazji nie taka zła się okazuje. Bo fajny Shell się tu znajduje, just in time:))
Shell będzie moim ostatnim punktem na “80”, skoro udało się ominąć Bydgoszcz to spróbuję tej samej sztuczki z Toruniem.
Skręcam w 546 do Łubianki
i przez Łysomice i Grebocin wyjeżdżam na Lubicz i na 10 – idealnie poniżej Torunia.
Na liczniku 200. Połowa. Teraz będzie już z górki:)) Koniec sprawdzania nawi i obaw o jakość asfaltu. Tu już wszystko znam. Już nic mnie nie zaskoczy. Nic? Nie???
No żesz… co jest to???
Przez chwilę myślę, że może jest to zwid temperaturą i słońcem wywołany,
ale jednak nie. TO istnieje. I będzie WIĘKSZE. Docelowo ok 55m wysokości.
Ładnych kilkanaście metrów więcej niż na sławny Chrystus z Rio de Janeiro.
No comments.
Dalej już naprawdę bez zaskoczeń. “10” do Sierpca. Ruch spory i jazda w słońce, to było męczące. Ale za Sierpcem
zjazd w moje ulubione boczne asfalciki, och jak tu było fajnie! Wiatr wreszcie obrał właściwy i jedynie słuszny kierunek i zaczął istotnie pomagać – zwłaszcza od Szymaków i wjeździe na nowiutkie serwisówki – świetnie się jechało. Na tyle dobrze, że ostatnie 150km (od dłuższego popasu na Orlenie w Skępem) wzięłam na raz, z jednym krótkim postojem na prince polo:))
Trasa super na długi dystans, bez wtop, asfalty wyśmienite albo przynajmniej dobre. Idealna, żeby nabić trochę kaemek na licznik bo są odcinki gdzie można mocno przyspieszyć. Dużo odcinków super klimatycznych, trochę “przelotówek”. Stacje w dużej ilości i sklepy.
ALE FAJNIE BYŁO:))))
- DST 416.04km
- Czas 16:59
- VAVG 24.50km/h
mapka ze stravy jest tutaj