kwiecień-plecień

pod sam swój koniec kwiecień przypomniał zmienną swoją naturę wycofując się (mam nadzieję chwilowo) z iście lipcowych klimatów, jakie serwował życzliwie przez ostatnie dwa tygodnie. Chłodek, deszczyk a nawet burze przytrafiły się  w tym tygodniu kwietniowi. A tu cała Polska w napięciu śledzi przewidywania wszelkich pogodowych wróży, jako że już od jutra zaczyna się majówka wszechczasów – dla większości korporacyjnych etatowców oznaczająca DZIESIĘĆ dni wolnego. Niezwykłość nadchodzącej majówki nie tylko długością się odznacza. Według wróży będzie to też jedna z niewielu majówek ciepłych i nawet słonecznych. Zwiastun miał być już dziś. Słoneczko, wiatr mały, temperatura co prawda jeszcze w rejestrach umiarkowanych rzędu 15-17, no ale przecież w słońcu…

4.50 mój osobisty wróbel budzący zameldował się na balkonie i dał donośny sygnał informujący, że oto dzień nowy powstał. Powstałam zatem i ja odnotowując rześkość barrrrrrdzo przenikliwą – pożegnałam wróbla i odmeldowałam się jeszcze na chwilę słodkiej drzemki. Co wróbel najwyraźniej odnotował z niesmakiem i dla zaprowadzenia porządku przysłał budzącego gołębia. No nie dało się go niestety zignorować. W trakcie pożegnania z ww rześkość odnotowałam nie ustępującą, ale pojawiło się też nader obiecujące słońce. Pochopnie podjęta wyprawa po majówkowe pieczywko przyniosła odkrycie, że słońce owszem ładne ale o 6.45 dość słabo jednak grzeje. SZEŚĆ stopni???!!!
Gdzie są rękawiczki???
Wyposażona odpowiednio i odczekawszy jednak dłuższą chwilę „żeby się nagrzało” ruszam na małą wyprawkę. Piasecznica brzmi w sam raz na lajtową niezbyt ciepłą ale słoneczną stówkę. SŁONECZNĄ??? A co to jest TO???

plusem „zajeżdżonych” tras jest dobra znajomość topografii wiat przystankowych, więc paniki nie było. Wnikliwa obserwacja pozwoliła stwierdzić, że trajektoria poruszania się chmury nie musi pokrywać się z trajektorią planowaną przez niebieskiego. Szybkość chmury była też wyraźnie wyższa niż ta, jaką rozwijał niebieski i szczęśliwie do spotkania nie doszło. Przed Lesznem tylko spadły na mnie jakieś nieoczekiwane grube krople, z zupełnie niegroźnie wyglądającego baranka. Odwet??:)

  • DST 107.51km
  • Czas 04:57
  • VAVG 21.72km/h

2 przemyślenia nt. „kwiecień-plecień

  1. Tak, kwiecień 2018 pogodowo nadzwyczajnie udany. Odbyłem 6 podmiejskich przejażdzek rowerowych, normalnie robię mniej. Oczywiście, jak Ty to nazywasz, po krzaczorach. Ale jakie to były krzaczory – zobacz w google „Ostatnie chwile cudnego zakątka”. Pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *