hardkorowcy są wśród nas czyli MARECKY w Wawie!

to jest dopiero hardkor. 300 km na rowerze zimą, po nocy, samotnie. Dobre nawiązanie do moich wczorajszych utyskiwań na kopytka przemarznięte po 60 kilometrach…
Tymczasem MARECKY szarpnął z Elbląga do Wawy mroźną nocą i w rewelacyjnej formie stawił się na umówione spotkanie

a noc była naprawdę zimna i należy się absolutny mega podziw. A tu jeszcze powrót i kolejne trzy stówki. Absolutnie poza moją percepcją. Mam nadzieję, że chociaż spodobała się trasa nad Wkrą, którą zaproponowałam:))

  • 52,34 km
  • 2,38 h

 

 

6 przemyśleń nt. „hardkorowcy są wśród nas czyli MARECKY w Wawie!

  1. o 2.56 po 36 godzinach w drodze dotarł do Ostródy. Zastanawiam się, czy jest coś, co mogłoby mnie skłonić do tego żeby się tak męczyć. Nic nie przychodzi mi do głowy… Ale podziw jest:)

    1. Ale On – nadczłowiek czy człowiek – przy takim wysiłku musi jeść. Gdzie odżywiał się po nocy? Jakim cudem nie zasnął jadąc na rowerze dwie prawie doby? Do tego, jak widzę ze zdjęcia, wcale nie wygląda na nadczłowieka, tylko na miłego i nieherkulesowatego człowieka…. Bajkoż ty moja, weź tu zrozum świat i człowieka. Hey!

    1. nie umiem odpowiedzieć na te pytania, ale MARECKY to wymiatacz, który szykuje się do MRDP… Jak dojdzie nieco do siebie może zechce podzielić się informacjami jak to możliwe, żeby takie przebiegi robić? Na moje pytania odpowiadał dość ogólnikowo i po rowerowej dobie stwierdził, że nie jest specjalnie śpiący i że „pierwsza doba to jeszcze nic”. Widać w bojach zahartowany:)))

      1. Szczegółowa relacja powstanie niebawem, tak na szybko zapraszam do lektury mojej www marecki.home.pl w dziale DŁUGIE DYSTANSE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *