bardzo lajtowa dwusetka

lajtowa dwusetka – otóż jest to możliwe. Do zrealizowania celu potrzeba: długiego, ciepłego ale nie upalnego dnia, głodu wyprawy, smakowicie zapakowanego chlebaczka, dobrze zaplanowanej trasy oraz- last but not least (aczkolwiek opcjonalnie)- sprawdzonego towarzystwa. Było wszystko:))
Wschód słońca o 4.15 zapewnia wiele przyjemnych godzin do wykorzystania. Głód wyprawy budzi mnie 20 minut przed czasem a chlebaczek zapakowany czeka już od wczoraj. Trasa ustalona. Towarzystwo zaoferował ROSS. Oferta została przyjęta:))
Skoro już trafił i się ten dodatkowy poranny czas modyfikuję plany startowe na korzyść łowienia pociągu w Ożarowie

gdyż po drodze można już od rana złapać wakacyjny nastrój

i dobudzić się jadąc slalomem między licznie obecnymi ślimakami. Niektóre są gigantyczne!
Dziś znowu wiatr zachodni z minimalną składową południową. Powtarzam zatem opcję kierunku Łowicz i wysiadam w Bednarach. Początek zgodnie z mapą ucką a na wysokości Brochowa

przesiadam się na wyszogrodzką trasę mazowiecką, do której mapa jest taka. Miałam ogromną ochotę na ten przejazd, zaraz za Wyszogrodem po skręcie w Chmielewie zaczynają się świetne, zupełnie puste ścieżki. Panorama Wyszogrodu zawsze służy za pocztówkę a przed Wyszogrodem odcinek wzdłuż Bzury idealny do jazdy dwójkowej – aut ilość znikoma. 2km dojazdu do mostu krajówką zdecydowanie natomiast niefajne, TIRów zatrzęsienie i bardzo trzeba uważać. Wcześnie w Żelazowej Woli korzystając z towarzystwa ROSSA próbuję sforsować zasieki i ochronę strzegącą wstępu do parku. Gdyż w parku jest restauracja i miło byłoby przysiąść tam na kawę (zamiast w nadętej retauracji KOMPOT naprzeciwko). Otóż warunkiem skorzystania z restauracji jest wykupienie biletu do parku. Jestem skłonna rozważyć, ale i tak nie wpuszczą nas z rowerami. Parasole restauracji widać z holu budynku muzeum. Jest wtorek, nie ma żywego ducha. Dobrze, że chociaż nie strzelają…

Wyszogród oprócz pięknej panoramy oferuje bliskość przydrożnego zajazdu Legenda (przy drodze 62). Byłam tu już kilka razy, ale zawsze w porze jajecznicy. Tym razem jestem w porze obiadu a jajecznicę mam już za sobą. Zajazd oferuje typową ciężką kuchnię polską (żurek, rosół, gulaszowa – taki jest wybór zup). Drugie dania – też nic dla mnie.  Ale są w karcie HALUSZKI. Ryzykuję. Ogromna micha malutkich kopytek na słodko – smażonych w miodzie, ze śmietaną. Jedna porcja starcza na solidne energetyczne wsparcie dla 2 osób. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś sam potrafił pożreć taką ilość. Haluszki (po wyszogrodzku!) są absolutnie przepyszne. Polecam dla kogoś, kto lubi bardzo słodko. Ja lubię)).
Po haluszkach Naruszewo okazuje się 10km bliżej niż liczyłam przed haluszkami. Droga 570 to sama przyjemność, odkąd w zeszłym roku pojawiły się długie odcinki nowego asfaltu

z Naruszewa 571 do Borkowa – uwielbiam ten odcinek. Zwłaszcza, że w Borkowie od kilku miesięcy też jest już kilkakrotnie wychwalana nowa nawierzchnia, która prowadzi prosto do Lisa. Wieczór jest cudowny. Wiatr zupełnie ustaje, 28 stopni, RAJ. Larwimy się z ROSSEM prawie półtorej godziny i leniwie zjeżdżamy przez opustoszały Czosnów do Wawy. Brakujący do 200km kilometr dokręcam wokół domu:))

  • DST 200.78km
  • Czas 09:13
  • VAVG 21.78km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *