od wiosny miałam chrapkę na tę trasę i przyszedł w końcu jej czas. W początkowych założeniach start miał być w Szepietowie, ale że wiatr bardziej ze wschodu dziś wiał niż z południa to stację dalej – do Łap – podjechałam. Była okazja
nówkę peron przetestować:)
Nowego zresztą w okolicy Łap będzie więcej:))
Z pierwszych 50 km zapamiętałam że była Płonka, cały szereg Wnorów, Truskolasów i zmultiplikowanie czegoś jeszcze,
czego nie udało mi się zapamiętać. I że na końcu tego ciągu mikro asfalcików lekko już przechodzonych ale wciąż urokliwych objawiły się Rutki Kossaki, które takie trochę większe i znałam je już wcześniej.
Z Rutków fajna droga do Wizny,
która nieoczekiwanie okazuje się królestwem giga chaszczorów.
Jak w kreskówce:))
Za Wizną zaczynają się znane mi już świetne asfalciki – część pierwsza do Jedwabnego, część druga z końcówką w Stawiskach,
tradycyjnie na placyku sąsiadującym z nieźle zaopatrzonym Orlenem:))
A za Stawiskami kilkanaście świetnych kilometrów do Kolna.
Świetnych tym bardziej, że nowy asfalcik już po całości, początkowe słabe kilometry już zalane na gładko:)
Przez Kolno prosty przejazd do drogi 647 na Myszyniec,
kilka kilometrów 647 do miejscowości Ptaki, gdzie pamiętam jest fajny leśny przejazd mikro asfalcikiem do Kozła.
A Kozioł to już wjazd w Puszczę Piską i zaczyna się klimat absolutnie mega.
Uwielbiałam ten las nawet wtedy, gdy na drogach straszyły tu dziury dramatyczne.
A dziś już nic nie straszy. Najgorszy koszmar na odcinku do Łachy – nówka. Most który trawesowałam skacząc po palikach – nówka. Dojazd do Wiartla – szał.
No Wiartel jak Wiartel, trochę garbów zostało:))))
Ale ZA Wiartlem….
Zupełnie nowa droga na Zamordeje, tam gdzie zawsze piach straszył – nóweczka
I piękny nowiutki asfalcik do Rucianego. Wyjazd tuż obok wiaduktu kolejowego,
z którym też masa wspomnień – w 2010 przeprawiałam się tędy z rowerkiem jak most w Rucianym był w przebudowie:)))
Niestety przejazd przez Ruciane tak samo nieciekawy jak te 15 lat temu.
Polepszyło się natomiast na wojewódzkich do Ukty i dalej do Mrągowa,
wyremontowana nawierzchnia niemal po całości, długimi odcinkami jest też wytyczony dukt szutrowo – piaszczysty dla rowerów w lesie, ale przynajmniej nikomu nie przyszło do głowy zakazów stawiać.
Przejazd przez Mrągowo to znowu powrót do przeszłości,
upierdliwa telepka po kostce i niestety trudna do ominięcia – Mrągowo dorobiło się obwodnicy przy której przezornie nie powstała żadna opcja dla rowerów. Jedyne co tam dla rowerów jest to zakaz. Brawo.