Mogilny Mostek, czyli…

…całkiem nie lajtowa pięćdziesiątka. Bo w ramach rozjazdu po wczorajszej wyprawie zaplanowałam wypad do KPNu. Całe rano lało, akurat powinno zbić trochę kampinoskie piachy – taka była dedukcja wspomnianą decyzją owocująca. W dodatku wichura się objawiła wspierając leśne zamierzenia. No ale są w KPNie miejsca na ulewy nieodporne, bagniskami poopadowymi straszące. Jedno z takich miejsc na mojej ulubionej ścieżce do Dziekanowa. Jak by tu je minąć…
Korzystając z towarzystwa ROSSa, który też na rozjazd się wybrał postanawiam zaznać szczęścia eksploracji. Padło na czerwony szlak Palmiry – Szczukówek (Dziekanów) przez Mogilny Mostek. Nomen omen. Prawie 4 km kopnego piachu – jakbym szła (no bo przecież nie jechała!!!) po wydmie. Jest niby obok ścieżka, ale proponuje ona opcję rollercoaster – pionowo w górę i równie stromo w dół, i tak kilka razy. Po korzeniach i innych wądołowych atrakcjach. Dziękuję, nie. Trucht z buta paradoksalnie wzmógł regenerację i moment kiedy dało się wsiąść wreszcie na rower okazał się ożywczy. Wróciła nadwątlona moc, w czym zapewne pomogła również konstatacja, że czarne nadciąga z południa w trybie pendolino.

na szczęście po przekroczeniu Rubikonu mylnie zwanego Mogilnym Mostkiem sytuacja drogowa uległa znacznej poprawie i już do końca było przejezdnie.

  • DST 51.74km
  • Teren 23.60km
  • Czas 02:47
  • VAVG 18.59km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *