totalna huraganowa masakra

miało wiać – i wiało. Podmuchy masakryczne, ale z dobrego dla mnie kierunku bo z zachodu. Przy takiej opcji łatwo jest opracować plan, który z grubsza polega na tym żeby jak najszybciej dopaść lasu. W lesie nie wieje i można się bezkarnie w okolice Sierakowa przemieścić. A z Sierakowa do domu wiatr zachodni wieje w plecy:)
Wiatr zatem rozpracowany, człapię do Dziekanowa ale zaraz zaraz, CO TU ROBIĄ TE GRANATOWE CHMURY??  Deszczu nikt z wróży nie zapowiadał, ale opad zbliża się ewidentnie. No nie po to się mordowałam 12km pod ten wiatr żeby teraz z wycieczki rezygnować. Liczę na to, że dojadę do Sierakowa zanim lunie. Po drodze są co kilometr turystyczne budki, to dodaje otuchy. Czarne wisi tuż nade mną i ustanawiam absolutny rekord przejazdu po piachu i wertepach, nie schodzę poniżej 21km, ledwo żyję ale naciskanie na pedały się opłaca. Słyszę jak ulewa nadciąga, jak deszcz wali o gałęzie, tuż tuż tuż – kiedy jestem 200m od ostatniej, sierakowskiej już budki. Dopadam, dach solidny, stromo prawie do ziemi opadający świetnie chroni. Leje przeokrutnie przez 20 minut. A potem wychodzi słońce…

i wychodzi też zwierz na żer:)))

korzystając z chwili przerwy w dostawie wody robię pętelkę przez Lipków i Babice i pchana wiatrem gnam do domu. Akurat nadciąga kolejna czarna chmura…

  • DST 45.45km
  • Teren 6.90km
  • Czas 02:15
  • VAVG 20.20km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *