Łukasz Kubot LIVE

marzenia się spełniają. Uwielbiam grę Łukasza  – a dziś widziałam go  w naprawdę dobrej formie


grali świetnie obaj, Marcin ładował serwisy powyżej 230km a i przy siatce pokazał swój kunszt . Ale zdjęcia ma głównie Łukasz:) w dodatku mało, bo żal mi było każdej „straconej” wymiany
Przed emocjami tenisowymi był też – a jakże -rowerek. Dziś Sopot i Gdynia

Monciak poza sezonem całkiem urokliwy, nawet na rowerze pozwalają jeździć  – chociaż tabliczki straszące 500 peelenowym mandatem jeszcze wiszą gdzieniegdzie. Są też takie atrakcje:

telepałam się tym rozwalonym chodnikiem dobry kilometr, bo każda próba zjechania na jezdnię kończyła się wściekłym trąbieniem (chociaż sobota i ruch mały)
Telepka jak się okazuje była dziś moim przeznaczeniem. Taką sobie wybrałam drogę do Gdyni:

kilometr podjazdu i jak już się wydawało że koniec to dopiero był początek:)) w sumie 3,5km  długości ma ten wspin. Że to jest Łysa Góra dowiedziałam się dopiero po zjeździe. Bo plan przedarcia się do Gdyni został zmodyfikowany natychmiast po tym jak na czubku góry okazało się, że zjazdu po drugiej stronie nie ma.  Płasko! Tyle harówy na nic??? No way. Odwrót i (od)zjaaaazd:)) Więc pamiętajcie drogie dzieci, w ulicę Malczewskiego od Gdyni wjeżdżać:))
Hmm, no i back to Sopot, obejrzałam sobie leśny nadmorski przejazd (uparcie w stronę Gdyni)

bardzo urokliwie

i są też przygotowane niespodzianki

o, a to kto?? Mickiewicz? Puszkin? ależ nie – to pan Haffner, „odkrywca” Sopotu. Wygląda bardzo zacnie

w drodze na dworzec (bardzo wyładniał po remoncie, ale rower nadal targa się schodami na plecach a sam dworzec z jakiegoś powodu nazywa się Sopoteka, można przeoczyć) wrzucam jeszcze dwa pożegnalne pocztówkowe widoczki

  • DST 57.67km
  • Czas 03:07
  • VAVG 18.50km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *