Łeba 2011

Rano nad morzem było absolutnie bezwietrznie, cicho zupełnie nierealnie… a po powrocie do rzeczywistości czekał już na mnie huragan totalny, wczorajsza chwila wytchnienia została odrobiona z double nawiązką. W pierwszą stronę, kiedy to niby wiatr miał pomagać wcale jeszcze nie wiał zbyt mocno, cototonie. Natomiast powrót mimo całego mojego poweru był absolutnym koszmarem. Dziś ogólnie miałam przechlapane. Zdecydowanie więcej podjazdów i to oczywiście w podwietrzną stronę, uciekły mi dwa fajne traktory – jak już się trafiły jakimś cudem takie jadące w moim kierunku to mijały mnie akurat na podjazdach!! i jeszcze zaliczony pagór przy którym Ulinia przestaje się liczyć. Moja nowa Mount Ventoux – z Nadola do Gniewina, fakt że po absolutnie super asfalcie natomiast bez nagrody – zjazd nie występuje. Totalne chamstwo. Trasa standard przez Sasino do Choczewa, Wierzchucino-Nadole-Gniewino-Łętowo-Kurowo-Stilo i powrót przez Sarbsk i Nowęcin. Ostatnie 20 km mimo fajnego asfaltu ledwo uszarpałam, dobrze ze odpuściłam Salino

  • DST 111.58km
  • Teren 0.70km
  • Czas 05:48
  • VAVG 19.24km/h

do tej wycieczki jest mapa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *