Głęboczek mon amour – dz.1

Pogoda piękna jak marzenie, a u mnie… chandra. Skąd, dlaczego i PO CO – odpowiedzi nieznane. Fakt pozostaje – chandra jest. Ale skoro jest też pogoda to i od razu szansa na chandry precz pogonienie. Gonimy!
Najlepszy plan – z samego rana zacząć.

Długą traskę zaplanować, męczącą – ale  z metą w miejscu, które trud wynagradza a chandrze wstępu zabrania. Kilka takich miejsc znam. Jedno jest zupełnie wyjątkowe. Inne niż wszystkie. I tak dawno tam nie byłam!!!

Głęboczek. Uwielbiam. Niezawodne remedium na wszystkie złe chwile.

Zanim jednak głęboczkowych przyjemności przyjdzie zaznać czasu trochę upłynie. I kilometrów.

Przez nocne Łomianki i lekko świtający NDM wpadam w rozsłoneczniony Cieksyn, mijam bijące niedzielnymi dzwonami Nowe Miasto (chwila na kanapkę) i całkiem już przebudzony Ojrzeń (czekolada na Orlenku) a dąb w Młocku słońce oświetla z innej niż zazwyczaj strony.

Jest pusto

i byłoby zupełnie cicho, gdyby nie coraz głośniejsze burczenie w brzuchu. W MOIM brzuchu.
To niestety mankament tej pięknej trasy, zjesz co zabierzesz. Na ojrzeńskim Orlenku oferta niebogata, zwłaszcza dla tych co to hotdoga nie przyswajają. Wypatrzyłam wprawdzie kiedyś w Dalnii przybytek gastronomiczny, nawet źle nie wyglądał,

ale stada TIRów przy nim parkujących (zwiastujących stada ucztujących TIRowych kierowców)  zniechęcały. A może po prostu głód nie był tak duży:)))
Dziś niedziela, parking pusty, droga daleka więc zapasów szkoda. Sprawdzam!
Noooo, warto było. Micha pomidorówki z makaronem („mała” porcja 4PLN) plus jajecznica dają mi super power. A pełen wygłodniałych turystów autokar podjeżdża już po ostatnim łyku zupy:))) 
Odkryte przestrzenie za Szreńskiem

wystawiają mnie na coraz mocniejszy wiatr, jednocześnie jednak pojawiają się coraz fajniejsze klimaty,

co pozwala na wiatr większej nie zwracać uwagi.
Dyszka do Lidzbarka wyremontowaną niedawno 544 mija szybko, wiatr wreszcie zaczyna pomagać. W Lidzbarku dodatkowo pobieram porcję mocy – a jakże, na Orlenku (z jedzeniem marnie) i już za chwilę zacznie się mój absolutnie ulubiony odcinek. Wlewsk

jest jego zwiastunem.
A potem…

uwielbiam każdy kilometr z tych ostatnich dwudziestu. I nic to, że asfaltowe inwestycje znowu ominęły to miejsce. Nie jest tak źle, za to pięknie. A na końcu.. pamiętacie?

Po chandrze ani śladu:)))

mapa najlepszej trasy do Głęboczka jest tutaj

  • DST 208.97km
  • Czas 10:30
  • VAVG 19.90km/h

2 przemyślenia nt. „Głęboczek mon amour – dz.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *