Nastąpił przełom w kolejowym skomunikowaniu Wawy z Płockiem. Otóż oprócz połączeń weekendowych (a dokładnie było to jedno połączenie – rano jechał, po południu wracał) i codziennych wyłącznie wieczornych (też jednorazowo) zaistniał poranny pociąg, który UWAGA jeździ do Płocka KAŻDEGO DNIA i to w dodatku o nader rozsądnej porze (nie w południe:)). Mus był z atrakcji tej skorzystać, zanim nastąpi konstatacja, że nieopłacalna i w konsekwencji zniknie.
Truchło, jakie zostało podstawione na Centralny prosto z czeluści hali do przechowywania zabytków wyciągnięte
dzielnie mknęło w trybie przyspieszonym ledwie 5 minut opóźnienia zbierając nie tracąc przy tym zbyt wiele czasu na zbieranie po drodze pasażerów, których sztuk ledwie kilka było (w przewadze rowerzyści:)).
Truchło przed Płockiem na stacji Łąck się zatrzymuje, która to stacja (????)
doskonale do truchła pasuje. Aż za dobrze:))
Ze stacji wyjazd łatwy
i przejazd przez Łąck też nietrudny. Ścieżka mnie lekko przeraziła ale nie okazała się straszna i do skrętu na Wincentów i w konsekwencji na Nowe Rumunki w miarę sensowną asfaltową nawierzchnię miała. Rozpędzić się jednak był strach, bo na przejazdach lokalni kierowcy śmiało atakowali i dwa razy cudem uniknęłam trafienia. Ze strony kierowców zero refleksji. Mina żującej krowy.
Pierwszy raz będąc w Łącku rzuciłam się na rekonesans, stąd pomysł na Nowe Rumunki – no bo jezioro obligatoryjnie trzeba sprawdzić.
Bardzo fajny klimat i nówka asfalt chociaż zupełnie niepotrzebna przy nim ścieżka. Mogliby ten asfalt
lepiej spożytkować, a tak znad jeziora nie ma jak wrócić, bo po drugiej stronie cywilizacja nagle ginie w chaszczach z jednej strony i wądołach z drugiej. Wybrałam wądoły, bo krócej.
Wądołami docieram do znanej mi z wypraw na Płock drogi przez Góry Małe (jest istotnie pagór:) którą zawsze objeżdżam 10km dramatycznej kostkowej ścieżki na wojewódzkiej Dobrzyków-Płock i już mam kończyć dzisiejsze eksploracje zjeżdżając na tenże Dobrzyków, kiedy odkrywam skręt na Karolew. Bardzo naokoło ale jednak
do jeziora doprowadza. Nie ma szału i na przyszłość daruję sobie ten odcinek (przez Matyldów). Zostawiam przejazd przez Rumunki do krajówki bo z tej drogi gdzie asfalt się urywa trzeba wcześniej skręcić do drogi na Góry Małe, od razu w Grabinie i tam jest asfalt – i ciąć na Dobrzyków. Opcja moja dzisiejsza przez Gąbin – pojechałam i wystarczy:)
W Dobrzykowie zaczynają się “nadwiślańskie” super asfalciki – jadąc dziś przez Gąbin
i Czermno
dołączam do nich w Juliszewie.
Super klimaty:))
Z asfalcików wyjeżdża się na świetną 575 w Arciechowie,
i przez most na Bzurze
i dłuuugą prostą przez Śladów i Nowiny
do jeszcze lepszych klimatów dociera się w Górkach.
A Górki wiadomo – już prawie w domu:)))
cdn…cdn…cdn…