Puszcza Piska 2018 cz.1

wrzesień pogodowo zaskakuje nader pozytywnie, cieplutko jak nie raz w lipcu nie bywało – korzystam zatem ze świetnych warunków kiedy tylko mogę. Z nie zrealizowanych marzeń tego roku pozostała mi wyprawa do Puszczy Piskiej – chciałam nie tylko objechać znane, przepiękne tereny na północ od Łysego  ale też poszukać nowej trasy omijającej brzydacki i nielubiany Przasnysz. Wcześniej rozpoznana alternatywa przez Maków też nie do końca satysfakcjonująca – męczą mnie te miasta, pożądam nowych bocznych asfalcików. Nie jest jednak łatwo zgrać pojawienie się wiatru południowo-wschodniego z czasem na dwudniowy wyjazd i wolnym pokojem w mojej ulubionej piskiej miejscówce. Nie wspominając o sensownej pogodzie na drugi dzień wyjazdu – remont torów w Piszu nadal trwa, pociągi jeżdżą dopiero od Szczytna, trzeba mieć więc szansę na w miarę choć przyjazny wiatr na rowerowy powrót. Wróże od tygodnia zapowiadali, że środa i czwartek to będą TE DNI, na które czekam. I doczekałam się:)))
Mam ochotę maksymalnie wydłużyć tę trasę, ruszam zatem bardzo wcześnie. Tak wcześnie, że na Moście Północnym nie ma szans na żadne wiślane zdjęcia. W zupełnych ciemnościach podwożę się KMką do Świerczy. Na początek wrzucam sobie piękny asfalcik z pagóraskami Klukowo-Gąsocin.

Jest 6.30, połowa września,  pola – a na termometrze aż 17 stopni. Co za fantastyczny początek!
Za Gąsocinem czeka miła niespodzianka – zniknął kolejny wyboisty odcinek.

Zostało już tylko niecałe 2 km starej nawierzchni przed Sońskiem. Tym samym służący mi wiele lat ale już rozsypujący się przejazd przez Koźniewo porzucę na dłużej. Z podziękowaniami za wiele fajnie przejechanych kilometrów:)))
Z Gołotczyzny do Ciechanowa droga fajna, ale trafiam na poranny pęd, ruch jest spory i dość męczący. Wiedziałam, że tak będzie ale nęci mnie ciechanowski świetnie zaopatrzony Orlen. Jazda bocznymi asfaltami to zazwyczaj brak szans na obiad – w sakwach jadą banany, kanapki i drożdżówki – ale dobrą kawą na start nie pogardzę. Zwłaszcza wzbogaconą o przebój tego lata czyli czekoladowe cookie:)))

Z Ciechanowa przez kilka kilometrów jadę 617 na Przasnysz. Poranny ruch już minął, asfalcik jest super i droga szybko mija. No ale nie mogę się już doczekać skrętu. Skrętu w prawo. Na Krasne. Kusiła mnie ta droga już wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby ją przetestować. Wiele fajnego mnie ominęło!

Droga dojeżdża do krajowej 57, jadę nią minutę i zaraz jest przejazd w kolejny „boczek”. Piękna droga przez Płoniawy 

doprowadza do 544 Przasnysz-Ostrołęka kilka kilometrów przed Krasnosielcem. Zaliczam fajną miejscówkę nad rzeką Orzyc, to dobry moment, żeby zajrzeć do kanapek:))
Z Krasnosielca przedzieram się do drogi na Baranowo (skręt na Chorzele, jechałam ostatnio tędy trasą opisaną tu: Chorzele i Dzbądzek). Ruch jest tu spory a asfalt taki sobie. Wyczajam jednak równoległy przejazd prowadzący przez Raki. Asfalt wygląda na nowiutki, postanawiam go kiedyś przetestować. Nawet nie przypuszczam, że okazja pojawi się już jutro!
Na razie jadę do Baranowa. Jest super.

Ruch jest niemal żaden, z rzadka pojawiają się tylko ciężarówy z mlekiem. Są też ostrzeżenia dla rowerzystów.

Za Baranowem droga też jest świetna, pojawia się szerokie rowerowe pobocze,

jedyne sensowne rozwiązanie na „wygrodzenie” rowerowego ruchu. Komfort jazdy jest w tę stronę duży, zastanawiam się jednak jak się jedzie „z powrotem”, pod prąd. Lepsze byłoby chyba wytyczenie węższych pasów ale jednak po obu stronach drogi. No ale że wszystko jest lepsze niż ścieżki to narzekać nie będę. A jazdę pod prąd przetestuję jutro. Chociaż na razie wcale tego nie wiem:))
Za Baranowem skręcam w lewo na Kadzidło. Kurpie tuż tuż.

W Kadzidle jest kolejny sprawdzony Orlenek. Oj czekam na niego. Nie ma takich fajnych miejsc do siedzenia w środku jak ciechanowski, ale za to ma rewelacyjne stoły na zewnątrz. Na słoneczku! Tego mi trzeba.

To miejsce jest dla mnie symboliczną bramą wjazdową do raju:)))

(Raj na odcinku do Łysego ma szansę na kolejny odcinek nowego asfaltu.)

A potem mijam Łyse, i Zalas, i Turośl, i….

jest magicznie. 

Magii zdecydowanie pomaga likwidacja ostatnich garbów przed Piszem.

Już nawet wybaczę im tę ścieżkę:))) zwłaszcza, że trwają prace nad ostateczną likwidacją ostatnich zachowanych reliktów przedpotopowego asfaltu.

Dzień kończy się cudownie.

Jak zawsze tutaj

do tej świetnej traski jest mapa (już z opcją przez Raki)

  • DST 187.20km
  • Czas 08:05
  • VAVG 23.16km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *