Chorzele i Dzbądzek

dziś wycieczka z niespodzianką. Wiadomo  było, gdzie się zacznie ale  gdzie i kiedy się zakończy pozostało sprawą otwartą. Czasem lubię tak:))
Eksploracja okolic Chorzeli nęciła mnie od dawna, a po eksperymentalnym jakże udanym przejeździe do Chorzeli przez Wielbark nęcić zaczęła jeszcze bardziej. Zaczęłam konstruować trasę pod wiatr zachodni, łączącą Mławę (bądź Działdowo) z Chorzelami przez Janowiec Kościelny, Janowo, Starą Wieś i dalej prowadzącą mniej więcej w okolice linii ostrołęckiej kolejki, optymistycznie zakładającą być może nawet dojazd do linii łochowskiej. Zarys trasy powstał i czekał na swoją porę. Otóż i nadeszła:))
Zachęcona poniedziałkowym powodzeniem w korzystaniu z jazdy „Słonecznym” postanawiam i dziś odważnie skorzystać z jego usług. Do Nowego Dworu przyjechał co prawda spóźniony ponad kwadrans, ale za to niezwykle wręcz luźny. Miejsc wolnych było sporo – dobrze wiedzieć, że tak się czasem w tym pociągu zdarza. Podróż była nader komfortowa (oprócz traumatycznego momentu wsiadania, bo pociąg został zaparkowany tak sprytnie, że drzwi do tylnego przedziału rowerowego znalazły się poza peronem – trzeba było się przez przedział z bicyklem przedzierać) i aż żałowałam, że będę nim jechać tylko do Mławy. A właściwie do stacji Mława Miasto, bo w ramach zmyły z przyczyn nie wiadomych zamiast na głównej mławskiej stacji tamże się zatrzymuje. Co pozwoliło odkryć, że powstał zupełnie nowy asfalt łączący Mławę Miasto ze światem. I że nie trzeba się wdrapywać z peronu na estakady:))
Z Mławy – po orzeźwiającej kawie na stacji tym razem Moya – równie orzeźwiający i pobudzający kilkukilometrowy rajd przez pagóry do Iłowa. W Iłowie skręt w prawo do Napierek – pierwszy raz jadę tędy w odwrotnym kierunku i znajduję potwierdzenie tego, co już wielokrotnie mi się wydawało. Jadąc do Iłowa ma się prawie cały czas pod górkę. Czyli dziś z górki. I w dodatku z wiatrem. A widoczki wyborne. Bardzo udany początek:))

Dalej też jest nieźle, dyszka serwisówkami w stronę Nidzicy i skręt w prawo na Janowiec Kościelny i Janowo.

Asfalciki nie są tu nowe, ale całkiem przyzwoite. Poza tym widoki sporo mogą zrekompensować. Niemniej czekam na znany mi odcinek z Janowa do skrętu na Chorzele. Tam nie tylko widoki ale i asfalt zacny. A tu… Co za masakra! 
Jełopy jakieś debilne podjęły przedsięwzięcie „naprawy” gładkiego, równego asfaltu jaki tu był poprzez wysypanie żwirku – modna bardzo ostatnio metoda na zwiększanie obrotów warsztatów wymieniających szyby samochodowe. Ciągnie się to udogodnienie kilometrami, koła grzęzną a co najgorsze po skręcie na Chorzele przez kilka kolejnych kilometrów wcale nie jest lepiej! Cholera mnie na ten idiotyzm bierze, szczęśliwie niedaleko już przed Chorzelami wreszcie żwirek się bałwanom skończył.

W Chorzelach jest Orlenek, jest też fajny skwerek gdzie można spożyć zakupy z Orlenku, fontanna, jak to w niedzielę w wakacje gra muzyczka, festyn jakiś się szykuje czy co.. Chyba nie dla dzieci bo wyławiam jak pani śpiewa głosem mocno lolitkowatym „la la la la la la la la, jestem dziewczynką niegrzeczną”…  Amatorów złego zachowania nie brakuje, zabawa rozkręca się na całego, są tacy co razem z panią podśpiewują:)))
No nic, ja jednak pokusie się opieram i ruszam na Jednorożec – każdy ma swoje ulubione atrakcje. Do moich nie należy co prawda ten koszmarny wicher, który mam wrażenie cały czas się wzmaga, ale dostaję go w pakiecie z Jednorożcem. A potem z Krasnosielcem, z Młynarzami i z Różanem też.

Różana nieco się obawiam, owiany złą sławą skrzyżowania ruchliwych i zaTIRowanych dróg krajowych niespecjalnie mnie nęci. Z zachwytem więc odkrywam, że można kilkukilometrowej jazdy drogą 61 uniknąć – z drogi Krasnosielc – Młynarze kilka kilometrów przed Młynarzami jest skręt w dziurawy asfalt między pola w prawo (najpierw jest zjazd na Czerwonkę, to nie ten tylko następny). Dziur jest na niecałe 1,5km a potem zaczyna się równiutki i pusty asfalt nowy i prosto do Różana prowadzący. W Różanie wita mnie sznur samochodów, ledwo można się wbić z podporządkowanej. Skręt w lewo w 60 na Ostrów nie napawa mnie optymizmem, żeby więc zebrać siły przeczekuję chwilę na stacji na O:)) (buuu, szarańcza pożarła wszystkie czekoladowe ciasteczka!!!) 
Na Ostrów jadę, żeby dostać się do stacji Pasieki, tam zakładam możliwość złowienia kolejki do Tłuszcza (z Ostrołęki) i docelowo powrotu z Tłuszcza do Wawy. Kusi dukt w bok przez Dzbądzek wzdłuż Narwi do Pasiek prowadzący, ale na mapach jest on tak nędzny i niewyraźny, że liczę się z tym że to raczej będą piachy. Pociąg z Ostrołęki kursuje co kilka godzin, spóźnić się nie można – ale zapas czasowy mam spory, postanawiam więc spróbować. W efekcie trafiam do pełnego uroku miejsca, do którego (i z którego) wiodą piękne nowe asfalty, przez kilka kilometrów tuż nad wodą.

Z Dzbądzka już tylko kilka kilometrów do stacyjki Pasieki,

skąd szynobus zapewnia sprawny powrót do Wawy.  Bardzo udana wyprawa:))

do tej wycieczki jest mapa

  • DST 167.06km
  • Czas 07:27
  • VAVG 22.42km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *