255 do Iławy

w ubiegłym sezonie 250 mnie jakoś nie kusiło. A w tym bardzo. Czuję formę, moc i nieustanny głód kilometrów. I nie mijający zachwyt Krainą Pagórów. Pozostaje tylko wybrać właściwy dzień i wszystkie te elementy w zgrabną układankę połączyć. Słoneczna, gorąca pogoda i ciepłe noce sprzyjają wczesnym wyjazdom, które dla mnie są warunkiem powodzenia. Na jazdę mam czas do zmroku. Robi się ciemno – zasypiam, koniec zabawy.
Tym razem noc nie aż taka ciepła, o 5 jest 11 stopni ale przy bezchmurnym niebie temperatura rośnie szybko. Moja ulubiona poranna wyjazdówka przez Nieporęt i Zegrze mija niepostrzeżenie, niesie mnie wyprawowa adrenalina i gorąca czekolada z nieporęckiego Orlenu:)) Pierwszy dłuższy (kwadrans) postój w Strzegocinie, przypominam sobie o zdjęciach


kilka fotek uda mi się na trasie zrobić, ale sprawdza się prawidłowość im dłuższy wyjazd tym mniej zdjęć – jestem skoncentrowana na tym jak się czuję, co piję (2 kawy, 2 czekolady, 2 świeże soki pomarańczowe – brawo Orlen!!! – powerade, isofaster, zielona herbata i 4 litry wody) i co jem (3 banany, kromka żytniego z grubym plastrem żółtego i bazylią, 3 drożdżówki z niezawodnego Elsnera, wafelek, gorzka czekolada) i z której strony wieje:)) A wieje przez większość trasy dobrze, chociaż tak mniej więcej od Gąsocina

wiatr przybiera na sile. Za Ciechanowem na 615 do Mławy

wieje już całkiem mocno, ale składowa korzystna co łatwo zaobserwować po wysiłku koniecznym do drapki na liczne tu hopeczki. Czuję się świetnie (chociaż jem bardzo mało) i w Mławie decyduję kupić bilet na pociąg powrotny z Iławy. Wiem, że dojadę:)
544 z Mławy do Działdowa przynosi zaskakującą reklamę, która musi być całkiem nowa, nie widziałam jej wcześniej

w Działdowie na ulubionym skwerku pod zamkiem kolejny kwadransowy popas (zapomniałam zrobić zdjęcie…). Robi się bardzo gorąco a tu czeka mnie rozpalona końcówka 544 – do Lidzbarka

szczęśliwie pojawia się kilka nieśmiałych ale całkiem sporych chmurek. Dają nieco wytchnienia. Trochę dokucza wiatr, ale mimo sporych podjazdów utrzymuję średnią 24-25, bo asfalt po ubiegłorocznym remoncie jest gładki jak stół i daje ogromną radość z jazdy. Ruch nie jest duży. Po 30km w Lidzbarku skręcam w 531 do Lubawy gdzie czeka mnie dalszy ciąg opisanych wyżej przyjemności

kilka sporych pagórów sprawia, że nagle czuję że moc mnie opuszcza. Przez chwilę euforię daje dwójka z dwoma zerami na liczniku, ale na długo mi tego entuzjazmu nie wystarcza. Pierwszy mały kryzys spowodowany głównie przez upał i to, że jem za mało. Czas na moją tajemną broń ze Strefy Mocy. Isofaster. Po 10 minutach czuję się znowu świetnie. Do zapadnięcia zmroku więcej kryzysów nie będzie:)
Drogę z Lubawy do iławskiego skrętu objeżdżam w znacznej części bokiem przez Targowisko Dolne, dzięki czemu ruchliwą czerwonką jadę tylko nieco ponad kilometr. I już, kilkanaście leśnych kilometrów do Iławy to czysta przyjemność chociaż ruch nieprzeciętnie duży – piątek. 2 km przed Iławą zaczyna się fajna asfaltowa ścieżka, niestety oblegana przez nieprzewidywalnych rolkarzy. Szóstym zmysłem wyczuwam, że jadący przede mną zaraz coś wykręci… I – owszem, zawraca bez spojrzenia, sygnału czy jakiegokolwiek ostrzeżenia tuż przede mną. Na finiszu 250km trasy zderzyłabym się z idiotą. 50 lat na oko. Już chyba nie zmądrzeje. Wściekam się krótko, bo już

a na stacji gdzie kupuję kolejną butlę mineralnej spotykam faceta który swoim baaardzo czerwonym mesiem (nie sposób przeoczyć) wyprzedzał mnie gdzieś przed Działdowem. Jego komentarz będę sobie przypominać zawsze gdy trafi mi się kryzysowa jazda resztką mocy:))))
Tymczasem pobieram moc w postaci szparagów i makaronu z truskawkami – Stary Tartak od kilku sezonów karmi absolutnie wyśmienicie. Mam 2 godziny do pociągu i łapię pełen relaks nad Jeziorakiem. 25 stopni w cieniu. To się nazywa nagroda!
……………………………………………………………………………………………………………
Powrót ze stacji do domu skutecznie obniża średnią z tego wyjazdu. Jest ciemno i chcę spać. Kopytko…za…kopytkiem… przez ostatni kwadrans cały czas powtarzam sobie, żeby zrobić zdjęcie…
wyszło:)))

  • DST 255.88km
  • Czas 11:20
  • VAVG 22.58km/h

 

 

 

do tej wycieczki jest mapa

5 przemyśleń nt. „255 do Iławy

  1. Elizko! Jesteś przedmiotem mego podziwu! Gratulacje! – wiem, ze jeździłaś więcej, np 300 km z Rossem – co u niego? Pytania – czy po takim dystansie śpisz jak kamień całą noc? Drugie – nie wiem czy o to wypada pytać, ale potraktujmy rowerowo, technicznie, czy tak intensywne jeżdżenie produkuje na nogach większe mięśnie czy pozostają one dziewczęce delikatno-opływowe?

    1. po takiej wyprawie jestem przede wszystkim…zachwycona sobą (włączając w to kopytka niezależnie od ich opływowości:)) Bardzo ciężko znoszę brak snu, po 20godzinnej przerwie w spaniu jestem tak zmęczona, że…nie mogę zasnąć. A potem zaczynają mnie boleć stygnące mięśnie i ze snem jest słabo. Znam to wszystko na pamięć – wliczone w koszta:))

  2. Czy mięśnie stygnące po 255 km wysiłku bolą długo, do rana i dłużej? Czy jest to silny ból? Od ilu km bolą stygnące mięśnie? – bo mnie np po 80 km nie bolą, już prędzej trochę tyłek. Ciekawe byłoby- przynajmniej dla mnie, gdybyś czasem napisała i o fizjologii – jak organizm reaguje na duży i długotrwały wysiłek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *