zwycięstwo ducha nad materią

rok 2018 przyniósł mi już pierwszą  rowerową niespodziankę – najlepsze rozpoczęcie sezonu ever. Fakt, że zima łaskawa, śnieg pojawia się sporadycznie ale prawda jest też taka, że jakoś… nie pękam:) Pierwszy  cudownie ciepły tydzień stycznia i zaraz potem  fantastyczny wyjazd nadmorski tak mnie rozpędziły, że teraz już nawet nie bardzo się zastanawiam nad pogodą/temperaturą tylko idę na rower i już. Nie pamiętam, żebym kiedyś zimą w temperaturze jednak bądź co bądź  w ciągu dnia ujemnej (wczoraj -1, dziś -2) tak ochoczo kręciła pięćdziesiątki. Bo kopytka jak marzły tak marzną. Fakt, że przez lata dorobiłam się nie tylko optymalnej rowerowej szafy, ale też sieci zaprzyjaźnionych „punktów grzewczych” rozsianych na zimowych pętelkach.  Bez nich krucho by z kopytkami było. Niemniej mimo całego zachwytu tytułowym zwycięstwem bardzo już tęsknię za wiosennym ciepełkiem…

Bardzo nieudany olimpijski konkurs skoków. Przerywany, ciągnący się godzinami późno w ciemną noc (zakończony sporo po północy!!). Ogromne rozczarowanie dla Stefana i Kamila, którzy zajmując po pierwszej serii miejsca 1 i 2 konkurs zakończyli na pozycjach 4 i 5. To musi być dla nich bardzo ciężka noc:(

  • DST 51.27km
  • Czas 02:35
  • VAVG 19.85km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *