tour de Prabuty 2018

jeszcze wczoraj wieczorem byłam pewna, że tytułem dzisiejszego wpisu będzie: „testowania serwisówek ciąg dalszy”. Gdyż do pełnego przejazdu wzdłuż S7 od Elbląga do Napierek (pięknymi, nowiutkimi serwisówkami, czyli głównie po śladzie dawnej 7) przez Pasłęk, Małdyty, Miłomłyn, Ostródę, Olsztynek, Napierki (jakieś 150 kilometrów) brakowało mi niezbadanego odcinka dwudziestu kilku km Szyldak-Olsztynek – i ciekawość zżerała. Jak i nadzieja na kilka niezłych pagórów i trochę świetnego asfaltu w pakiecie z ciekawości zaspokojeniem. I już już bilecik na porannego ICka sobie szykowałam zostawiając na rano decyzję gdzie ostatecznie ochota będzie wysiąść (jako że bilet taniomiastowy daje  komfort stałej ceny – czy to Iława, Ostróda czy Olsztyn 39,90 + 9,10 za bicykla i jedziesz dokąd chcesz:)) – gdy nagłe olśnienie na mnie spadło. Przecież to jeszcze czas wakacji, „Słoneczny” nad morze jeździ – może uda się wbić i w innym niż standardowe trio iławsko-ostródzko-olsztyńskie miejscu traskę rozpocząć?
Tak i padło na Prabuty:))

Do „Słonecznego” dołączyć „na trasie” nie jest łatwo. W Nowym Dworze Maz. czeka całkiem spora grupa chętnych (ale nikogo nie ma z rowerem). Przedziały rowerowe są na początku i na końcu, obstawiam ten z tyłu. Zawalony porzuconymi rowerami – skład bagażowy bez nadzoru. Udaje mi się odgruzować jedyny możliwy do odblokowania fotelik i w efekcie jadę w dużym komforcie. Cisza w przedziale, tylko rowery zachęcająco szeleszczą sakwami… Wysiadając w  Prabutach widzę jaki tłum jest w całym pociągu, do niektórych wagonów trudno wejść, ludzie stoją w przejściu, na schodach… Na miejscu Kolei Mazowieckich zastanowiłabym się nad kolejnym kursem słonecznych pociągów. Chętni na pewno się znajdą. Już są.
Z Prabutów jadę znaną 521 do Susza,

„stolicy polskiego triathlonu” i skręcam w lewo na Jerzwałd. Początek zachęcający,

ścieżka trwa krótko a fajny asfalcik pozostaje.

Niestety okazuje się, że i on trwa niewiele dłużej i zaczyna się totalna masakra.

Która trwa, trwa i trwa całymi kilometrami. I tłumaczy zapewne tę totalną pustkę, gdyż absolutnie nic tędy nie jeździ. Jest pięknie ale tempo spada mi do 13km/h… Duuużo czasu na podziwianie widoków. 
Raptem na moment się poprawia

ale szybko się okazuje że to tylko łata – raptem kilkaset metrów…
Za Jerzwałdem nieco lepiej – może dlatego, że tu już wiem, że będzie bieda, jestem na nią przygotowana i z pokorą do wiadomości przyjmuję. 

Nareszcie pojawia się trochę nowego na dłużej gdy tuż przed Zalewem skręcam w prawo. To droga do Iławy przez Boreczno (i dalej przez Tynwałd), ale

ja dziś do Iławy nie skręcam jeno prosto tnę na Miłomłyn,

skąd już prosta serwisówkowa droga do Ostródy – nie dość że wysokiej jakości to jeszcze w atrakcje obfituje.

Bardzo fajne 10km, które dziś pokonuję jeszcze szybciej niż zazwyczaj gdy oto zza pagóra wyłania się doping…

no bardzo mi to jest nie na rękę bo szykowałam się na miły popas nad ostródzkim jeziorem Drwęckim. Na razie dzikim pędem gnam robić zapasy na jakże korzystnie ustawionym przy wjeździe do miasta Orlenku a po drodze mijam 

dąb, o który tak bardzo się martwiłam w czasie budowy dwupasmówki. Ocalał – to sprawdziłam już w ubiegłym roku – ale widać, że ma się dobrze. Duży mam do niego sentyment:)
Tymczasem czarne wisi – ale wodę gdzieś bokiem wypuszcza, wichura szaleje ale ciepło – znajduję więc miejscówkę nad wodą i czekam co będzie.

Ha! Skręciło, ogonem tylko mżawkowym przez kilka chwil mnie zahaczając. I nagle zrobiło się tak:

co sprawia, że oczywiście wpadam w relaksacyjny stupor i trwa to zdecydowanie za długo. Nie od dziś wiadomo, jak bardzo propaguję SLOW CYCLING:)))
Nadludzkim wysiłkiem jakoś jednak udaje mi się zebrać i po krótkiej ale intensywnej przeprawie przez miasto (trzeba pagór za torami pokonać  – marna opcja takie mocne uderzenie zaraz po stuporze) jestem już na starej siódemce. Początek do Szyldaka znam,

ale jakże on odmieniony! Ani śladu sfrezowanej tary, nowiutko, równiutko, szeroko. Stupor jest już wspomnieniem:)))
Nowy odcinek za Rychnowem też nie rozczarowuje

a jeszcze czekają mnie przecież atrakcje serwisówek Olsztynek-Nidzica-Napierki. Tu dostaję tak mocny podmuch w plecy, że gnam ani myśląc o wyciąganiu aparatu. I dopiero po skręcie w Napierkach do Iłowa wraz z pozyskaniem opcji wiatru w nos pojawia się ochota, żeby na chwilę przystanąć…

Przydługi stupor mści się przed Mławą – jest opcja na pociąg wcześniejszy zdążyć ale brakuje cholera minut pięciu cisnąć trzeba na maksa a płasko to tu nie jest… Na stację wpadam minutę przed rozkładowym czasem odjazdu. Pociągu nie ma. Wpada nieco później.  Też był w niedoczasie i też się spieszył. Dyszymy tak samo:)))

mapa tutaj

  • DST 186.73km
  • Czas 08:39
  • VAVG 21.59km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *