tour de Ojrzeń 2016

po jednodniowym lenistwie czyli sobotniej lekkiej pięćdziesiątce, której nawet nie warto w gorącym letnim sezonie zapisywać niedziela przyniosła zaskakującą chęć na TOUR. Chęć została wygenerowana w dużej mierze przez pogodę. Bo gorąco jest owszem, ale za to niemal zupełnie bezwietrznie, no i te cieplutkie poranki które po prostu wyciągają mnie z domu…:) Mimo dobrego samopoczucia nie do końca wiem na co mnie dziś naprawdę stać, więc zaczynam ostrożnie. Najpierw nad Zegrze


mimo wczesnej pory (8) i braku słońca tłum zaczyna żwawo napierać, szybko stąd uciekam. Jedzie mi się fantastycznie, nawet upiorną górkę wiaduktową nad zalewem wyposażoną w znienawidzoną garbatą ścieżkę łykam łatwiej niż zazwyczaj. Zaczynam mieć apetyt na coś więcej niż mała stówka. Cel obmyślam po drodze do Nasielska

początkowo ma to być pętla przez Gąsocin ale apetyt wciąż rośnie i ostatecznie pada na Ojrzeń. I na odkryty niedawno ojrzeniowy orlenek:) Nie bez znaczenia jest też pojawienie się kilku kilometrów nowiutkiego asfaltu na drodze Ojrzeń-Nowe Miasto, którą do tej pory skrzętnie trzeba było omijać

teraz zostało już tylko pięć garbatych kilometrów od strony Ojrzenia więc nazwa leśniczówki w pełni uzasadniona:))))

z Nowego Miasta jadę piękną trasą przez Joniec do Borkowa – czyli eksploatuję moje ulubione dróżki. Po krótkim popasie na Lisiej Polanie łapię energię na powrót i odpuszczam plan jazdy pociągiem z Pomiechówka. Dawno nie jechało mi się tak łatwo więc korzystam do dna:)

  • DST 186.17km
  • Czas 08:53
  • VAVG 20.96km/h

 

 

 

do tej wycieczki jest mapa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *