Skierniewice inaczej

fajna była ubiegłotygodniowa wycieczka do Skierniewic, bardzo fajna. Nie myślałam jednak, że tak szybko będę ją powtarzać:)) 
Zgodnie z przepowiedniami pogodowych wróży wiatr północno-wschodni na pozycji dominującej się umocnił i od wtorku do soboty mrozu napuścił całą masę. W sobotę rano padał nawet mokry śnieg i wiara w niedzielną poprawę pogody duża nie była – odważne plany eksploracyjne schowałam zatem (tymczasowo) do plecaka, niech dojrzewają w cieple. Żeby tak całkiem bez pomysłu na dzień wolny nie zostać skleciłam na szybko wariantów kilka, wszystkie z metą na osi sochaczewsko-łowickiej. I tak myślałam, że na kunktatorskim wyjeździe do Nieborowa (w najlepszym razie!!!) się zakończy, ale…

Skoro trasa lajcik, to nie zrywam się za wcześnie. Poranne temperatury oscylują ostatnio w okolicach zera, nie ma się do czego spieszyć. Tymczasem dziś jest zaskakująco ciepło i nader zachęcająco:))) Słońce jest piękne.

Początek trasy niezmiennie przez Czosnów i Dębinę i już myślę, że nic nowego mnie na pięknej trasie do Górek nie spotka, kiedy przypominam sobie, że

piękny, nowiutki asfalt widziałam na omijanej od lat drodze do Leoncina. Nie do samego końca swojej sześciokilometrowej długości jest on nowy, ale najgorsze wyboje zniknęły. Jedzie się fajnie, ale jednak ruch tu dużo większy niż na równoległej 575.
No a Górki – wiadomo. Górki:)))

Zachwyt tą trasą nieco psuje perspektywa szutrowych atrakcji na drodze do Kampinosu. Tymczasem… Co za zmiana! Pierwsza część szutru zniknęła! Została literalnie zmieciona na bok, odsłaniając… asfalt! Nie są to może jakieś imponujące jego ilości, ale zawsze to po twardym się jedzie. „Czystego” szutru zostały niecałe 2km. 
Z Kampinosu śmigam przez Paprotnię do Teresina i dalej przez Elżbietów do Szymanowa.

(śmiganie jest możliwe, bo olewam żałosną, wyboistą ścieżkę).
W Szymanowie odkrywam szansę na coś zupełnie nowego. Pojawia się bowiem opcja testu nowego do Skierniewic dojazdu. Skręcam zatem na Oryszew – uuuups, masakra. 5km asfaltu przeokropnego, ale potem poprawia się. Przecinam „50” i wjeżdżam prosto w Miedniewice, omijając inny okropny asfalt, ten którym jechałam do Miedniewic tydzień temu z Guzowa. Jak się jeszcze dzisiaj przekonam – nic w przyrodzie nie ginie. Ani dziadowskie asfalty, ani…szutry. No ale „asfalciku” Miedniewice-Bolimów jednak dziś nie zaznam:)) Gdyż tuż za Miedniewicami skręcam. Popielarnia, Smolarnia – pięknie, cicho i…równo:))

Jak się okazuje – do czasu. Gdyż za Smolarnią czeka na mnie „zaoszczędzony” w Górkach szutr. Dokładnie brakujące 1500 metrów. Odrabiam, a dalej jest już świetnie. Przez Radziwiłów, Bartniki i Rawkę

meandrują klimatyczne, wąskie asfalciki, w większości niezłej jakości. I teraz najlepsze – doprowadzają do Skierniewic po WŁAŚCIWEJ stronie torów (żadnego łażenia po wiaduktach z rowerem na plecach) wpadającą prosto do dworca ulicą Sobieskiego, która okazuje się nie tyle ulicą co prawdziwą arterią, z rzadko spotykanym na przemysłowych peryferiach nowiutkim asfaltem. Bez rowerowej ścieżki!

Czekając na ŁKA czas zaoszczędzony przez ekspresowy przejazd (przypominam: Skierniewice-Zachodni bez żadnego przystanku) przeznaczam na powtórkę smacznego rendez-vous w pizzerii Atmosfera. Który to lokal oprócz bardzo przyzwoitej pizzy i wina, które lubię ma też kilka dodatkowych atutów, z których głównym jest położenie w odległości od dworca wynoszącej niezbyt mocny rzut beretem (i dającej w przeliczeniu na jazdę rowerem czas ok 2 minut:))). Pizza ponownie sprawdza się świetnie, a i ŁKA nie zawodzi (dziś bez żadnego opóźnienia). Jedyna dziwna rzecz z tą kolejką jest taka, że jakkolwiek przewóz roweru jest darmowy, to trzeba mieć OBOWIĄZKOWO na przewóz roweru KUPON. Który dostaje się kupując bilet w kasie, ale którego dostać nie można kupując bilet przez apkę. W takiej sytuacji należy z biletomatu w pociągu skorzystać i wybierając opcję „ulga 100%” wybrać przewóz roweru. Kompletnie bez sensu. Myślałam naiwnie, że to może jakieś ewidencjonowanie ilości rowerów w składzie – ale gdzie tam. Inaczej niż w Kolejach Mazowieckich, gdzie bilet jest ważny przez godzinę od  konkretnej, dokładnie określonej pory w ŁKA bilet jest całodzienny, na dowolny skład obowiązujący. Intencja kuponu pozostaje zatem nieodgadniona…

do tej wycieczki jest tutaj mapa

  • DST 133.66km
  • Teren 3.30km
  • Czas 06:17
  • VAVG 21.27km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *