olsztyńska dwudniówka dz.2

z fantastycznej przystaniowej opcji serwowania śniadania już od 6.30 skorzystałam tym razem nie w pełni. Jeść lubię, jak chociaż mniej więcej widno się robi – na taki wypas trzeba niestety do 6.45 poczekać. Trudno, poczekałam:)) Za to śniadanie – pełna celebra. Jak to w hotelu Przystań. Opcja mega, same pyszności. 
Dzień też zapowiadał się pysznie, pełnia smaku od razu po wyjściu z hotelu:)))

Początkowo planowałam szybko, jak najszybciej do Podlejek przez Gietrzwałd „16” szarpnąć (do Gietrzwałdu jest pobocze), ale zorientowałam się, że ten pośpiech przeciwko mnie się obróci jeśli do Łukty przed 11 dojadę. Bo cukiernia będzie jeszcze zamknięta. TA cukiernia. Gdyż śniadanko śniadankiem ale na łukciańskie ciasta zawsze się skuszę.
Tymczasem skusił mnie skręt na Kudypy, chociaż wiedziałam co mnie czeka po krótkim gładkim kawałku…Bo niestety inwestycje nie zaistniały żadne i droga przez Sząbruk, Unieszewo i Łajsy (ZWŁASZCZA Łajsy)  jest absolutnie dramatyczna. Pagór goni pagór a na każdym dziury, krowie placki, szczeliny, uskoki… Ale przynajmniej jest pięknie. I istotne w kontekście cukierni spowolnienie przejazdu nastąpiło:)))

W Podlejkach też się nie spieszę. Tyle kilometrów, tyle tras… A to ciągle mój numer jeden. W jesiennej odsłonie przy absolutnym braku wiatru jezioro Isąg prezentuje się zjawiskowo. 

Zjawiskowe są też propozycje w cukierni (melduję się 11.03), ale gdy na ladę wjeżdża świeżo z pieca wyjęta blacha kruchego ze śliwkami inne opcje nie istnieją. Pobieram kawał jak dla pułku wojska i oczywiście będę żałować, że wzięłam tak mało:))))
Droga z Łukty do Ostródy jest cudna.

Ruch nieco większy, ale jak „stado” przejedzie to przez wiele chwil trafia się zupełna cisza. Tuż przed Ostródą skręcam w serwisówki do Miłomłyna. Tu jest trochę solidnych hopek po 7-9%, na takim gładkim asfalcie jest przednia zabawa.
Z Miłomłyna przez Liwę do Samborowa 

jazda świetna, asfalt rewelacja i małe hopeczki. Niestety ostatnie 3km dramat, jak były dziurawce, tak zostały. Taki „łącznik” z kolejnym gładkim odcinkiem przez Samborowo. 
Do Iławy

wjeżdżam od strony Tynwałdu, gdzie też długie odcinki nowej nawierzchni powstały. Pamiętam jak dramatycznie się umordowałam w niejakim Kamieniu, co tam były za dziurawce… Teraz Kamień nowe atrakcje proponuje, koło rewelacyjnego nowego asfaltu nagle objawia się również asfaltowa choć nie rewelacyjna ścieżka. Dobre 3km obsypanych liśćmi i pokasztanowymi skorupami fal Dunaju. Oczywiście od razu znaki zakazu dalszej jazdy jezdnią. Mam to w….

Jeszcze pół godzinki nad Jeziorakiem (tym razem zamiast książki mam magazyn „Książki”:)) i już łapać trzeba powrotnego ICka. A jesienne lato trwa…

trasa jest tutaj     

  • DST 116.12km
  • Czas 05:54
  • VAVG 19.68km/h

Jedno przemyślenie nt. „olsztyńska dwudniówka dz.2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *