nie tak źle, jak (zło)wieszczyli wróże

wczorajszy stówaś do Gołotczyzny zmordował mnie nieludzko. Lajtowy dystansik 106km po płaskim okazał się ciężką próbą. Wiedząc, co się święcić będzie wyjechałam bardzo wcześnie, nie na tyle jednak żeby koszmaru przysłowiowego „żaru z nieba” nie zaznać. Otóż i zaznałam – i było to iście piekielne doświadczenie. Które być może  w perspektywie nadchodzących dni przytępiona przez upływ czasu moja pamięć przywoływać będzie jako miłe ciepełko. Gdyż wróże wszelkiego autoramentu gromko wieszczą koniec fali upałów na rzecz nadchodzącej nieubłaganie fali mrozów. Z obniżką temperatury o 20 z górą stopni do marnych w istocie stopni kilkunastu, przy czym to raczej ma być 15 niż 19. Mmmm…. Już zaczyna mi się wydawać, że wczoraj nie było wcale AŻ TAK upalnie:)))
Gorsze od spadku temperatury wydają się spadki z nieba – lać mianowicie ponoć będzie strumieniami przez wiele dni. Deszczu niebieski nie lubi, oponek brudzić sobie nie będzie. Ale dziś jeszcze bez opadów chociaż ma być już zimno i wietrzysko też ma się pojawić znaczące. Rano ostrożnie sprawdzam sytuację. Zimno nie przeraża – raczej rześkość kusi. A na wiatr z zachodu mamy swoje sposoby, z których jednym z lepszych jest pociąg do Sochaczewa:) Celem zminimalizowania kilometrów pchanych pod wiatr dziś łapany ze stacji Wawa Wschodnia. Co zapewnia pierwsze całkiem obiecujące pocztówki:)

Jazdy pod wiatr tak całkiem nie uniknę, bo z Sochaczewa (tradycyjnie po węglowodanowym i kofeinowym wsparciu w Cukierni Lukrecja) jadę przez Chodakówek do Żelazowej Woli, żeby przez Mokas zawrócić pod wiatr właśnie w stronę Brochowa. Wiem, co mnie czeka bo huragan jest masakryczny, ale tak lubię tę drogę, że wybieram ją mimo to. Nie żeby odcinek do ŻW, ale od Mokasa już jak najbardziej tak. Zresztą może i  3km do ŻW da się polubić, skoro już niebawem zaistnieje nowy asfalcik???

zauważcie, że BEZ ŚCIEŻKI! (alleluja). Co niestety nie jest już tak oczywiste na dalszym remontowanym równolegle odcinku od ŻW w stronę Leszna – z jakiegoś powodu chcą powycinać wiekowe piękne lipy ocieniające do tej pory tę drogę. Szczęśliwie już afera wokół tego pomysłu wybuchła i może lipy ocaleją. Nie widzę jaki tam po niedawnym frezowaniu jest rozwój sytuacji, bo w ŻW skręcam w lewo na Mokas,

mijam Brochów,

Tułowice

i obrzeżami KPNu dojeżdżam do Śladowa.

Tu już czeka na mnie pięknie wyremontowany nadwiślański odcinek, duuuży atut tej trasy:)

I jeszcze dwa krótkie ale jakże fajne asfalciki w Cybulicach i Dębinie.

A o NIE wyremontowanym odcinku Czosnów-Łomianki tradycyjnie nie wspomnę…

  • DST 103.85km
  • Czas 04:50
  • VAVG 21.49km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *