brejowatość wersja mega

wróże niestety zgadli – jak zaczęło prószyć wczoraj w południe tak prószyło do wieczora przechodząc nocą i nad ranem w zmasowany śniegowy atak. Ładnie to przez okno wyglądało, wielkie białe płatki, drzewa obsypane… Po czym śnieg zamienił się w deszcz, drzewom wszystko opadło i tradycyjnie zamiast pięknej białej zimy wystąpiła błotna, szarobura breja. 

Temperatura dodatnia nie pozostawiła mi wyboru w kwestii jechać czy nie:).
Jakoś doczłapałam do Babic, jezdnie były dość obficie posolone ale z uprzątnięciem błota rewelacyjnie nie było. Służby przeciwśniegowe najwyraźniej jednak stęsknione były zimy oraz walki z opadem i ruszyły sprawnie do boju, bo po przerwie kawowej u Czubaka sytuacja uległa znacznej poprawie, błota ubyło i nawet odważyłam się wracać przez Sieraków. Gdzie zaskakująco przyzwoicie na drogach było, nawet boczna Chodkiewicza odśnieżenia i posolenia zaznała co w ostatnich latach rzadkością było.  Powrót mnie umordował bo nagle wiatr sobie przypomniał że trzeba by swoją obecność zaznaczyć, fajnie – szkoda tylko że kierunek zdecydowanie mi nie pasował.
Wieczorkiem trafiła mi się jeszcze dokrętka w ramach dojazdu na tenisa. W obie strony raptem niecałe 10km a wrażeń było jak z całodziennej wyprawy. Wszystko przez to, że temperatura spadła i brejowate koleinki zaczęły zamarzać. Przez teren AWFu przepełzłam z nosem przy ziemi, ale gleby nie zaliczyłam:)))

  • DST 56.32km
  • Teren 2.40km
  • Czas 03:18
  • VAVG 17.07km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *