Trójmiejski spontan zimowy cz.2

wróże nie kłamali! Pełen słońca dzień zaczął się tak:

a później było jeszcze lepiej:) 
Na dziś zaplanowałam wyprawę na Hel  – żelazny punkt moich trójmiejskich pobytów i idealny pomysł na zimową traskę. Wiem z poprzednich wypadów, że na półwysep jeździ z Gdyni świetny, wygodny szynobus a do Gdyni można z Sopotu podjechać SKMką. Więc wszystko wydawało się proste, a tu nagle na sopockim dworcu zaskoczyła mnie pozyskana w kasie informacja, że na szynobus „system nie zezwala na wydanie biletu na rower”. Co mało było wiarygodne niemniej zdeprymowało mnie lekko. Postanowiłam zatem wygenerować szybko jakiś plan B na okoliczność gdyby jednak w roku 2018 szynobus nie okazał się rowerzyście przyjazny. I zamiast do Gdyni pojechałam SKMką aż do Redy – żeby wydostać się za miasto i być na wylocie Puck-Władysławowo, just in case. Pojeździłam po Redzie, która jest jednym gigantycznym placem budowy i pojechałam łowić szynobus na stację Reda Redaki. Taką oto dróżką

W Redakach miałam jeszcze chwilę i szukając sklepu znalazłam zaskakujące ale  zachęcające COŚ

hmm, zdobycz tyleż nieoczekiwana co kontrowersyjna…

Pociąg stopniował napięcie spóźniając się kilka minut

ale z biletem oczywiście kłopotu żadnego nie było:)))
Wysiadłam w Jastarni

i pojechałam do Juraty po pocztówki:))))

dojechałam prawie do Helu ale zimno mi było w tym lesie i uciekłam z powrotem na słoneczko. Droga do Władka z wiatrem w plecy była rewelacyjna, tym bardziej że olałam garbatą ścieżkę na rzecz równiutkiego asfaltu. Nikt nie trąbił:))

  • DST 64.06km
  • Czas 02:59
  • VAVG 21.47km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *