Tour de Bystre Chrzany

rowerowe peregrynacje obfitują w przejazdy miejscowościami o nazwach przedziwnych. Jednak od wielu już lat BYSTRE CHRZANY  pozostają poza konkurencją. Ukryte w pięknych podnidzickich lasach co poza nazwą dodaje im oczywistego uroku. Postanowiłam je dziś odwiedzić – pierwszy raz w tym roku. Wróże wieszczą wiatr z pn-zach. 
Początek trasy w Ostródzie, dokąd dojeżdżam moim ulubionym niebieskim ICkiem

omijam rozbabraną budowę obwodnicy i korzystając z niedokończonej jeszcze ale przejezdnej serwisówki wyjeżdżam prosto na 530 do Łukty

kilkanaście pagórzystych kilometrów dobrze mnie rozgrzewa i szybko zużywam energetyczne zapasy jakie zrobiłam w pociągu. Ostatni odcinek jadę myśląc czy cukiernia w Łukcie może być otwarta tak wcześnie? Może!

startują o 9 ale kwadrans przed szeroko otwarte drzwi zapraszają do środka. Pachnie świeżutkim kruchym z rabarbarem. Ja jednak wybieram opcję mega – michę pierogów z serem, z truskawkami, malinami i bitą śmietaną. Są przepyszne i niezwykle wydajne – głodu nie czuję przez następne 100km:))
Z Łukty jadę 531 przez Worliny do Podlejek. Nieustannie numer JEDEN w moim prywatnym rankingu najbardziej urokliwych tras. Odkąd położyli nową nawierzchnię uwielbiam każde 100 metrów:))

Z Podlejek przez Biesal do Olsztynka


Tu też jest pięknie, ale przez pierwsze 5km już właściwie nie ma asfaltu, została tylko ścieżka na samym środku. Gdy próbuje mnie wyprzedzić niezbyt pokaźny dostawczak muszę zatrzymać się na poboczu – ryte dziury uniemożliwiają jazdę:(( 
Z Olsztynka tym razem wiozę się rowerową autostradą wzdłuż dwupasmówki – 20km aż do skrętu we Frąknowie na Dobrzyń

trochę wieje, w dodatku jakoś tak w poprzek

ale niespecjalnie się tym przejmuję. Jest pięknie, czuję się coraz lepiej i w dodatku skrót do Napiwody, który postanawiam przetestować po raz pierwszy (skręt w Łynie) okazuje się być dużej przydatności i urody:)


Jak się niebawem okaże nie jest to jednak ostatnia niespodzianka dzisiejszej wyprawy… Gdyż budzi się we mnie duch eksploratora i postanawiam ruszyć na rozpoznanie skrótu łączącego drogę Nidzica-Jedwabno (na której po wyjechaniu z Napiwody jestem) z drogą Nidzica-Wielbark (do której chcę się dostać) omijającego Nidzicę. Wiem, że nie ma tam asfaltu, ale skrót wygląda na mapie kusząco. Jestem gotowa sprzedać kilkanaście kilometrów asfaltu do Nidzicy i z powrotem w zamian za  5/6km terenu przez BARTOSZKI. 
Otóż jest i drogowskaz.Skręcam. Żywego ducha nie widać, języka zasięgnąć nie idzie. Ale jedzie owszem. Całkiem ubity szuterek, nawet wąskie oponki niebieskiego dzielnie dają radę. Pięknie


ale hmmm, coś nie tak. Trzy kilometry mijają, cztery, na piąty już idzie kilometr a Bartoszków ni chu..hu. Dukt szeroki, mocno bity ale nic tylko zakręt za zakrętem zza którego żadne nie wyłaniają się Bartoszki, Kubusie czy też inne Tadeuszki. Nic się prawdę mówiąc nie wyłania. Cofać się siódmaka nie w smak mi, ale brnąć w nieznane tym borem też nie nęci. Aż nagle na tym bezludziu terkot słyszę wyraźny. Nadciąga ewidentnie jakiś gruchot. Jest!!! Rzucam się Rejtanem desperacko żądna informacji. Właściciel gruchota szczęśliwie okazał się przydatny. Zamiast na Bartoszki poniosło mnie na Muszaki. Ścina jeszcze większa ale i odcinek terenowy wydłużony do kilometrów DWUNASTU. Szczęśliwie piachu żadnego, jedynie pod sam koniec kilkaset kilometrów BRUKU, właściwie do pokonania z buta bo jazda żadna.Ponoć drogowskaz na Bartoszki wichura przekręciła i stąd zmyła. 
Wyjeżdżam wprost w Muszakach (przy drogowskazie Zimna Woda 9). Oprócz tych kilku momentów dość nieprzyjemnego uczucia zagubienia w wielkim lesie  eksploracja udana. Skręcam na Przasnysz i Janowo. Uwielbiam tę drogę. Czeka mnie 35km niezłego pofalowanego asfaltu przez piękny las

z zachwytem odkrywam, że postojowe miejsca zyskały nowe wyposażenie. Z jednego z nich postanawiam skorzystać. Nadal nie czuję głodu, ale to tu właśnie mija 100km od pirogów i wiem że energetyczny zjazd jest kwestią kwadransa, najwyżej dwóch. A mam przecież  smakowite zapasy:))
Cel wypadu coraz bliżej, napięcie powoli rośnie…

i wreszcie JEST! a właściwie: SĄ:)))

przez Krzynowłogę jadę 616 do Gruduska. Asfalt momentami OK, momentami nieciekawy. Pagóry obecne. Szczęśliwie pusto, jadę środkiem po gładkim. Jakoś zaskakująco łatwo mi idzie. Badam sytuację i odkrywam z zachwytem, że dość męczący do tej pory wiatr nieco się odwrócił i wreszcie dostał obiecywanej składowej północnej. Pomaga! 
Remont ostatnich 2 km przed Gruduskiem zakończony. Żadna to pociecha dla rowerzystów, którzy zamiast po wybojach asfaltowych uzyskali szansę telepki po kostce

coż, ja ze swojej szansy nie korzystam i cieszę się równiutkim asfaltem. Przez całe 2 km nie spotyka mnie żadne auto…
Z Gruduska do Ciechanowa gnam po hopkach z wiatrem w plecy i na pociąg zdążam… 50 minut przed czasem. Albo raczej – spóźniam się 10min na wcześniejszy:)
Prace na drodze dojazdowej do dworca już dość zaawansowane, połowę odcinka można już pokonać równym (co za ulga!!) chodnikiem. Asfaltu na ścieżce jeszcze nie ma, bruk na jezdni pozostał, ale chodnik daje nową jakość. Dobre i to.

Dziś był najdłuższy dzień w roku. Wstałam o 4 i było widno. O 21.30 też. A o 22 zrobiło się ciemno i padłam. Śniły mi się pagóry, zjazdy i podjazdy… Chyba powinnam wpisać sobie podwójny dystans!

  • DST 192.60km
  • Teren 12.60km
  • Czas 09:01
  • VAVG 21.36km/h

 

2 przemyślenia nt. „Tour de Bystre Chrzany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *