Skierniewice i Guzów

rano chłodno ale jak na kwiecień to ciepło:) czyli stopni dziesięć. Ze słońcem. I co najważniejsze wiatrem słaaaabym:))) branym jednakże w planów kształtowaniu pod uwagę. Bo w wietrze – nawet słabym – zawsze warto mieć sprzymierzeńca:))) Zlekceważony jedynie na samym początku celem do Dębiny dotarcia urazy szczęśliwie nie chował i na dalszą część wyprawy zemsty nie przyszykował, chociaż po prawdzie jakoś nadzwyczajnie pomocny też nie był. Dobre i to:)))
Z Dębiny szlak mój dzisiejszy prowadził do Śladowa moją ulubioną drogą 575, którą jednak opuściłam tym razem na wysokości skrętu do Leoncina, żeby przetestować odkryty i mocno rekomendowany przez Cyborga asfalcik tuż przy wiślanym wale. Mniaaaam! Cyborg to wie, co dobre!

Ścieżka pokryta rewelacyjnym asfalcikiem wije się urokliwie przez dobrych kilka (siedem?) kilometrów i w Nowinach na 575 powraca. W Śladowie skręcam w stronę Brochowa

i już rozpędzam się na urokliwej 705 w stronę Tułowic, kiedy przypominam sobie, że na sfrezowanej zimą drodze do Miszorów widziałam ostatnio nowy asfalt. Na mapie droga ta  biegnie na początku w miarę prosto, ale w pożądanym przeze mnie kierunku „Mokas” meandruje okrutnie i trochę się tego doświadczenia obawiam, ale pokusa przeważa. Skręcam.

Na początku jest rewelacyjnie. Niestety nowe trwa krótko a jakość ciągu dalszego (a właściwie ciągów dalszych) trochę męczy. Klimaty fajne, ale jednak nie na tyle, żeby powtarzać w przyszłości tę telepkę. 
Z meandrów wyłaniam się tuż przed Mokasem i z ulgą wjeżdżam na gładkie. Dojeżdżam do 580 i przez 2 km cofam się w kierunku Wawy, żeby w Strzyżewie odbić w bok na … Szczytno:)) Istotnie, jest tu szczyt. A nawet dwa. Są one na miarę mazowieckich możliwości oczywiście. 
Dalej znanymi fajnymi asfalcikami przez Piasecznicę i Mikołajew dojeżdżam do czerwonej „50”, na której ruch wielki jest zawsze. Mimo niedzieli dziś też atakują stada TIRów na zmianę ze stadami motocyklistów. Trudno powiedzieć co gorsze. TIRy przynajmniej nie jeżdżą na jednym kole…Krajówka jest szczęśliwie wyposażona w nowiutki asfalt i szerokie pobocze, na którym czuję się dość bezpiecznie. Jadę tędy dalej niż zazwyczaj, bo omijam „stały” skręt do Nieborowa. Dziś moim celem jest zupełnie inny pałac!

Jest… zjawiskowy. Widziałam go wcześniej na zdjęciach, ale one w ogóle nie oddawały. Dwór Guzów. Pałac Sobańskich. Ktoś próbuje przywrócić mu dawną świetność. Jest w połowie ale tak naprawdę to w czarnej… Ktokolwiek to jest – kibicuję mu. I mam nadzieję, że się nie zniechęci:)))
Za dworem biegnie droga przez Miedniewice, równoległa do „nieborowskiej” drogi na Bolimów. Zupełnie pusta. Co zupełnie nie dziwi. Bo to jest taka jakby droga bez drogi. Znaczy asfalt bez asfaltu. Znaczy jest, ale mało. I taki trochę nierówny. No ale ponieważ nic tędy nie jedzie, to można sobie jakoś poradzić:))
Z Bolimowa natomiast prowadzi droga przepiękna. Niestety nie wszyscy mogą skorzystać. 
Za to ścieżka DLA ROWERÓW – owszem. Ścieżka jest OGÓLNODOSTĘPNA.

Pociągów ze Skierniewic jest na szczęście mnóstwo i można się wolno po kosteczkach bez napinki toczyć. Biada jednak temu, kto by się na konkretne połączenie spieszył. Mógłby źle wspominać te ścieżkowe kilometry. Jest ich jedenaście… 
Ja co prawda poluję na połączenie konkretne. Planuję pierwszy raz pojechać kolejką ŁKA. Ale mam czaaas. Gdybym się postarała (po tej ścieżce…) mogłabym wrócić wcześniejszą o godzinę KMką. Która wpada do Wawy równo z kolejką ŁKA. Tą o godzinę późniejszą:))) 
Jak na rozkładzie tak i naprawdę. No prawie. 6 minut opóźnienia. Między Skierniewicami a Wawą Zach ŁKA nie zatrzymuje się ani razu. Przydałoby się takie śmigło z Działdowa…

mapa do wycieczki jest tutaj

  • DST 150.12km
  • Czas 06:57
  • VAVG 21.60km/h

 

2 przemyślenia nt. „Skierniewice i Guzów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *