rano przed ulewami

zaczęło padać przed 12 i leje cały dzień bez przerwy. Wichura nie odpuszcza, dystans krótki ale na umęczonym błotną zimą grubasie z zaciętą przerzutką i słabo odpuszczającą szczęką hamulca – mocno dał mi w kość.  Grubas musi jeszcze trochę wytrzymać, już już miał jechać na pozimowy przegląd ale skoro deszcze powróciły to nic z tego. 
Pięknie wyszorowany Niebieski lśni i nęci. A grubas tymczasem korzysta:)

Tegoroczna edycja turnieju ATP w Indian Wells ciekawa niezwykle. Łukasz Kubot w finale debla (oczywiście żadna telewizja nie pokaże, denne mecze piłki w ramach siedemnastej ligi będą transmitować do bólu ale finał turnieju masters 1000 się na przekazy nie łapie). W singlu Roger gra bajkowo, Nadal rozbity w puch (a nie grał źle), dawno nie widziałam, żeby był taki bezradny. Ostrzyłam zęby na ćwierćfinał Rogera z Kyrgusiem, który niestety Kyrguś walkowerem poddał. Gra więc z Rogerem w finale Jacek Skarpetka, który w pierwszym secie doznał kompletnego paraliżu ale w drugim się otrząsnął i ruszył do ataku. Jest na co patrzeć.

  • DST 27.58km
  • Czas 01:23
  • VAVG 19.94km/h

4 przemyślenia nt. „rano przed ulewami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *