Pulwy, rekord kwietnia i 30/30

„Na dowolnej mapie ziemi wyszkowskiej wygląda to jak odczyt z ultrasonografu uwieszony u zakola Narwi. Wielkie marnotrawstwo przestrzeni i lakoniczny napis PULWY”. Tak pisze Adam Robiński w świetnej książce „Hajstry. Krajobraz bocznych dróg”.  No ale on obszary między Rząśnikiem a Wyszkowem zimą białą przemierzał. Latem to wcale tak fatalnie nie wygląda.

Nie dość, że przyjemnie zielono, bagna wyschnięte a i asfalciki bardzo zacne. Pulwy oglądam z drogi między Lubielem, Wincentowem i Rząśnikiem. Takie trochę bardziej rozległe łąki. Fajnie. Pusto. Jak wszędzie tutaj zresztą.

Trasę zaczynam w Gierwatach, na ostatniej stacji przed Ostrołęką. 

Opuścić pociąg nie jest łatwo. Peron przycupnięty przy samej ziemi, samemu z rowerem nie wysiądziesz. Bez roweru też nie za łatwo. No ale w końcu jakoś:))
Sprawdzam drogę biegnącą wzdłuż torów do Goworowa. Nawierzchnia super ale ruch spory. W nagrodę już w Goworowie trafia się na Orlen:)))
Za Goworowem przecina się koszmarną krajówkę Różan-Ostrów i od razu są świetne puściutkie asfalciki. Pasieki, Prabuty Góry, Bosewo… Nawierzchnia zaskakuje jakością , przy czym jest to zaskoczenie pozytywne:)) Pamiętam ten odcinek z ubiegłego roku, teraz pojawiły się przy nim świetnie przygotowane pasy rowerowe – fajne chociaż pojawiają się przeszkody, czujność wskazana. 

Ruch jest tu jednak tak mikry, że po prawdzie żadne pasy nie są tu potrzebne. Klasyka. Zawsze budują je nie tam, gdzie ich naprawdę trzeba…
W Bosewie zaczyna się nowe. Zamiast na Długosiodło i Sieczychy skręcam w prawo na Lubiel. Na mapie wygląda bardzo fajnie, przy samej Narwi. W praktyce do rzeki trzeba się przedrzeć kilkaset metrów po piachu. Odpuszczam.

No i jestem na drodze Lubiel-Wincentowo-Rząśnik gdzie wspomniane Pulwy. 
Łąki kończą się podjazdem przed Rząśnikiem. Jest to jedyny pagór w okolicy, mocno reklamowany przez miejscowych rowerzystów. O kurczę, mocarzem to ja nie jestem ale o mało go nie przegapiłam:)))
Z Rząśnika przez Komorowo jadę w dół do Woli Mystkowskiej i dalej do Somianki. Tablicy nie ma, ale wygląda to jak Pulwy2:))

Urokliwe asfalciki wzdłuż rozlewisk Bugu przenoszą w inny wymiar. Cisza jest cudowna. Po kilkunastu kilometrach totalnego relaksu wyjazd w Popowie na krajówkę 4km przez Serockiem jest doświadczeniem dość drastycznym.  Szybko trzeba tę żabę łyknąć, szczęśliwie asfalt równiutki w szybszym przełknięciu pomaga.
W Wierzbicy i Serocku pojawiła się znacząca poprawa rowerowego losu – obok stuletniej garbatej ścieżki powstała nowa asfaltowa nitka. Nie żeby krawężniki sfrezowali, ale dramatu nie ma. Tu akurat ścieżka potrzebna, ruch ciężarowy mimo obwodnicy Serocka całkiem pokaźny a jezdnia wąska.
Serock kojarzy mi się… smakowicie. Będąc tutaj rzadko sobie odmawiam wizyty w „Złotym Okoniu” . Dzisiejsze odwiedziny też są udane. „Okoń” nieustannie się rozwija, w tym roku pojawiła się kolejna sala, zmienione też zostały krzesełka na tarasie i jest to bardzo korzystna zmiana:))) 
Powrót planowałam przez Zegrze i Nieporęt do Kobiałki ale po tej mega relaksującej trasie myśl o telepce przez zegrzeński most i garbate nieporęckie pobocze w afirmatywnym hałasie rozpoczynającego się długiego weekendu kusi mnie dość umiarkowanie. Wymyślam opcję dojazdu do stacji kolejki w Chotomowie – przez Jachrankę, Dębe i Skrzeszew. Dębe oczywiście z samochodową kakofonią, ale to tylko 5km. Wjeżdżam w las. Zapada cisza. Zapada noc.

mapa jest tutaj

PS. kwiecień zakończony wynikiem 30/30 i licznikiem wzbogaconym o prawie 2500km. Co stanowi najlepszy kwiecień ever:))

  • DST 147.34km
  • Czas 07:07
  • VAVG 20.70km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *