Czeruchy znowu. Ale inaczej!

przy wietrze północnym Czeruchy sprawdziły się świetnie. A że dziś znowu z północy wieje, zatem wybór był prosty:) Dla skrócenia trasy (mimo niedzieli niestety znów popołudniowy dentysta…) i wzmożenia atrakcji uknułam przejazd przez asfalty nie odwiedzane od 7 a może nawet 8 lat. Wiem, że trudno uwierzyć, ale jednak są w okolicach Nasielska takie! Brak odwiedzin jak można się domyślić pozostawał w bezpośredniej zależności z dramatyczną jakością porzuconych przejazdów. Ale tyle ostatnio fajnych pojawiło się w nasielskim drogowych inwestycji, że uznałam iż pora weryfikacji nadeszła. W tej decyzji utwierdziła mnie rozmowa dwóch szosowców Z NASIELSKA podsłuchana w pociągu. Dopóki wymieniali uwagi odnośnie sprzętu, osprzętu etc rozmowa pozostawała dla mnie w sferze szumu komunikacyjnego. Ale jak tylko padło hasło NOWY ASFALT radary moich uszu wychwyciło je bezbłędnie, lokalizując tę jakże przyjemną frazę w okolicach właśnie planowanego przeze mnie odcinka. Co w sposób oczywisty dodało dzisiejszej wyprawie smaku i zapewniło dreszcz emocji:))
Początek trasy po staremu, przez Ciechanów i Gołotczyznę gdzie jednak nie skręciłam „jak zawsze” na Koźniewo ale za Sońskiem pojechałam prosto do Gąsocina. Tędy jechałam ostatnio chyba w 2010 albo 2011 roku, jak trwały jeszcze prace przy wiadukcie nad torami. Asfalt był mega słaby i porzuciłam tę drogę. Przez Koźniewo nówka nie jest, ale przez lata jakość była niezła. Ostatnia zima niestety bardzo tej drodze zaszkodziła co z przykrością odkryłam kilka dni temu. Pora przyszła zatem na szukanie nowych opcji, zwłaszcza przy dzisiejszej presji czasowej – na prosto jest kilka kilometrów bliżej. 
Początek mało obiecujący, asfalt jaki był taki i pozostał – tylko 7 lat starszy. Ale po mniej więcej 2km jest wiadukt i od niego zaczyna się nowe:)) Nie pamiętałam, że taka urokliwa jest ta droga

widać dziury nie pozwalały się rozejrzeć…
Cały odcinek ma ok 5km i warto się na początku pomęczyć żeby potem po gładkim śmignąć. 
Druga niewiadoma czekała tuż za Gąsocinem. Stąd biegnie 9km odcinek do Klukowa, którym jechałam raz i wspominam jako absolutny koszmar. Ryte dziury na mega pagórach – ani wjechać ani zjechać. To o tej drodze wspominał pan z pociągu. Początek niezbyt obiecujący nie dziurawy ale też nie nowy, ale niebawem wyłoniła się nawierzchnia – marzenie

wygląda jakby WŁAŚNIE przed chwilą skończyli prace. Nie pierwszy raz cieszy mnie moje asfaltowe wyczucie miejsca i czasu:)))
Z Klukowa trochę naokoło – nowiutką 620 do Nowego Miasta. Cóż za przyjemność tędy śmigać pamiętając te koszmarne dziury jakie straszyły jeszcze sezon czy dwa temu. Przy czym pamiętać należy, że kierunek DO Nowego Miasta jest jedynym słusznym kierunkiem jazdy tą drogą. Jest niemal cały czas z górki:)

końcówka już na szybko Cieksyn-Borkowo-Pomiechówek-Modlin. Zdążyłam na pociąg, na który nie miałam prawa zdążyć:))) Szkoda, że piękna średnia zmarnowała mi się przez jeżdżenie ścieżynkami rowerowymi po mieście:(

taka to była fajna trasa

  • DST 110.96km
  • Czas 04:55
  • VAVG 22.57km/h

                                                                         

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *