31/31 i 1600km w styczniu

co za pogoda. Całą noc lało a wichrzysko świszczało jękiem potępieńczym. Ranek przyniósł poprawę tylko pozorną. To znaczy huragan pozostał a deszcz udawał, że go nie ma.
I rzeczywiście – jak wychodziłam, to go nie było:)) A po drodze lało raz za razem – średnio co półtora kilometra (przez półtorej minuty:)).

No ale dziesięciostopniowa temperaturka nie pozwoliła mi na natychmiastowy odwrót i nędzną bo nędzną ale babicką pętelkę udało się wykręcić. Wrzucając tym samym na licznik absolutny rekord dotychczasowych styczni w postaci przekroczonych kilometrów 1600.  

  • DST 28.99km
  • Czas 01:30
  • VAVG 19.33km/h

Na jutro wróże nic lepszego nie zapowiadają, zmarnuje się w tym deszczowym huraganie wieszczone rewelacyjne 11stopni:(( Z dobrych wiadomości – wygrała AO w deblu moja ulubienica Kiki Mladenovic. No i niebieski już w domu, bije błyskiem po oczach:)))

4 przemyślenia nt. „31/31 i 1600km w styczniu

  1. Eliza, to niesamowity wynik styczniowy…

    Taki kilometraż w środku zimy – to co będzie w maju???
    A dzisiaj rzeczywiście temperatura ratowała sytuację – jakby było koło zera to rowerkowanie wątpliwe być by mogło 🙂

    Życzę… podobnego lutego (oczywiście o aktywność mi chodzi, nie o dzisiejszą pogodę).

    1. haha, wypowiedział się właściciel PONAD 1600 tegorocznych styczniowych kilometrów:))) Gratulacje! Twoje dzisiejsze 80 w tym błotku i huraganie zrobiło na mnie wrażenie:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *