od końca lutego piękna wiosna. Nadrabiam stracone zimą stówasie. Jeżdżę na totalnym kilometrowym głodzie. Przedłużam standardową treningową pętelkę stówasiową o Górki – bo pojawiły się tam nader kuszące odcinki nowego asfaltu no i 125km lepsze niż 105:))
Ale wiadomo kiedy NAPRAWDĘ zaczyna się wiosna – dwustówaś musi być.
Czyli – zaczęła się dzisiaj:))
O szóstej jeszcze zimno, ale zupełnie jasno,
można było wyjść pół godziny wcześniej:)))
Standardowo na prawdziwy początek sezonu odwiedzam stare kąty nad Wkrą
(gdzie widać jeszcze resztki zimy)
w drodze do Krainy Pagórów, o której całą zimę marzyłam.
I o tych boskich serwisówkach, na które wypadam w Szymakach,
I o miejscówce mojej ulubionej nadwkrzańskiej w Strzegowie,
gdzie odkryłam dziś miejscówki wzbogacenie, którego jakże tu brakowało.
Lada ze słodkościami wygląda bardzo zachęcająco:))
A co najlepsze w tej trasie ciągle jeszcze przede mną, ulubione asfalciki przed Mławą i te tuż przed Nidzicą,
te ostatnie niestety zmarnowane przez beznadziejną chociaż niby asfaltową wielokilometrową ścieżkę (na wycieczki rowerowe z Nidzicy do Maka), która niby nowa a już stara, piach, gruz, gałęzie, szkło, zawijasy, uskoki, krawężniki. Plus dwa razy okazałe drzewo leżące w poprzek. A tymczasem jezdnia cudna, szeroka i gładka i ten zjaaaaaaazd. Zlewka. Nikt nie trąbił.
Piękna jest to trasa i chyba nigdy mi się nie znudzi. Zamiar był szarpnąć 200 do Olsztynka, ale do letniego tempa jeszcze mi trochę brakuje, ten zimny rozruch mocno mnie spowolnił i nie wcisnę już dziś tych – jakże fajnych – 30 km. Ale…
Na dworzec
przyjeżdżam z zapasem czasowym wystarczającym, żeby jeszcze odbić i kilka kilometrów do dwusetki brakujących dokręcić. Ławeczka nasłoneczniona kusiła, ale smak pierwszej dwusetki w roku kusił bardziej:))
A w Wawce jeszcze prawie jasno!
szesnasty plusstówaś z rzędu. Czuję jakbym jeszcze nic nie pojechała. Wiosna!
- DST 201.81km
- Czas 08:16
- VAVG 24.41km/h
mapka ze stravy jest tutaj (bez kręcenia po Nidzicy i dojazdu z dworca)