Nareszcie.
Śnieg stopniał.
Bajora pośniegowe wyschły (prawie).
Mróz nocny ustąpił (nooooo…. też prawie)
Słońce!
Czas przyszedł na przeszpiegi:))
Zaliczywszy ukochaną wytęsknioną pętelkę stówasiową ruszam na północ od Czosnowa obczaić nowe serwisówki S7 – a co najważniejsze – nowy rowerowy przejazd w ciągu tejże ESKI mostem na Wiśle, który do tej pory niedostępny dla rowerów był.
Początek serwisówek za Dębiną już jesienią jeżdżony bardzo wyglądał zachęcająco. Im dalej – tym gorzej:((
Wątłe takie niteczki, jakieś nędzne chałupy i kundle na polach. No ale nic, szukam mostu.
Jest.
Uuuuuuups.
Tak wygląda łącznik między nową ścieżką na moście i nową ścieżką przy wojewódzkiej 575.
A tak
wygląda przejazd przez most. POD JEZDNIĄ.
Zgwałcą cię, zamordują, rower ukradną i nikt nie zobaczy ani nie usłyszy. Dobra wiadomość – ciała do Wisły nie wrzucą bo linki nad barierką porozpinane.
No żesz było rzeczywiście na co czekać. Wyjazd przez jakiś wąwóz od górkę.
W lewo Zakroczym, w prawo Modlin. Obstawiam Modlin, bo już dość mam fajnych eksploracji na dzisiaj.
Droga przez Modlin OK, chociaż należałoby raczej powiedzieć ścieżka, bo drogą to tu się nie jedzie. Trochę kostki na początku ale potem asfalt i nawet coś w rodzaju pasa rowerowego, jak obeschnie powinno być do przyjęcia, na razie po całości błoto totalne z ledwo rozpuszczonego śniegu, rower upieprzony na maksa. Póki co nie polecam,
ale na przyszłość to jest dobra trasa do – mam nadzieję – dalszego ciągu serwisówek za Zakroczymiem. Bo ja jednak będę jeździć na północ przez Modlin. Za nowy most podziękuję. Żenada.
- DST 112.91km
- Czas 05:33
- VAVG 20.34km/h
mapka ze stravy jest tutaj