i w dalszym ciągu nie jest fajnie:(

zmordowana już chyba jestem tym gipsem czy co, no bo nastrój mi siadł mimo mocnych postanowień że się nie dam, że to nie koniec świata, że właściwie to mi się upiekło etc.
Ale gdzieś tam z tyłu poobijanej głowy cały czas kołacze uporczywie myśl, że nie wiem co się stało i że całe moje gigantyczne zaufanie do siebie i niebieskiego jest już nie do odzyskania. Im więcej czasu mija tym bardziej boję się konfrontacji i ta świadomość – to że się boję – wkurza mnie na maksa. A jednocześnie nie umiem z tym nic zrobić. Nawiedzają mnie takie emeryckie chwile żalu za utraconymi beztroskimi pagórowymi rajdami… No cieszę się owszem, że mam co wspominać, ale liczyłam na więcej:(((

8 thoughts on “i w dalszym ciągu nie jest fajnie:(

  1. Nastrój zły, który masz, jest zrozumiały, to – takie katastrofy i ich następstwa – też jest życie. I dzielne, godne znoszenie tego jest wyczynem trudniejszym od 300 km. Daje nam przy okazji zrozumienie np ciężkości życia całożyciowych kalek. Najprawdopodobniej wszystko będzie dobrze i wyleczona wrócisz do swej pasji albo prócz niej, też w wyniku przeżyć”katastrofy” (nazywajmy tak to za Tobą umownie), będziesz też miała nowe pasje czy sposoby życia. Natomiast rzeczywiście, ponieważ nie wiemy, co się stało, człowiek, w tym przypadku Ty czy Pani, traci tą wspaniałą pewność, ze jego ciało i umysł są niezawodnymi pewnymi maszynami. Trochę podobnie odczuwam starzenie, już kolano nie to, już ten organ słabuje, już tamten – najpierw wściekłość, poczucie krzywdy, a potem przyzwyczajam się, bo to przecież naturalne, choć niewesołe, bo to nie mój akurat pech, tylko dotyczy wszystkich. Proszę wybaczyć, jeśli się mądrzę, chcę tylko porozmawiać, bo inaczej pomóc nie mogę, a to nasze bardzo przypadkowe i nieco zabawne spotkanie w zaroślach okolic Kazunia wryło mi się jakoś w pamięć moich wycieczek rowerowych.

    1. no to mnie ostatecznie rozbawiłeś Drogi Jerzy wspomnieniem i oceną spotkania, które – jakkolwiek zgadzam się co do jego przypadkowości- w moim odczuciu elementu humorystycznego było jednak pozbawione. Gdyby to na Ciebie szarżował z zarośli nieoczekiwany nieznajomy??? Natomiast że mnie rozpoznałeś po latach w pociągu po tym jednym jedynym kontakcie to zaiste niezwykła rzecz:)

      1. Ależ ja nie szarżowałem. Już z daleka wołałem:” Proszę się nie przestraszyć, ja tu nadchodzę, bo tędy wiedzie moja droga!” itd (z Łąk Kazuńskich przebijałem się, prowadząc rower, do szosy i na końcu napotkałem zarośla, przez które się właśnie przedzierałem). Nadto Ty byłaś i jesteś młodą silną kobietą, a ja – prawie staruszkiem, jakie tu zagrożenie?

        1. Dodam, że dlatego mam to zdarzenie-spotkanie za nieco zabawne, że prawdopodobieństwo spotkania się w gąszczu, w którym latami nikt prawie nie chodzi, jest bliskie zera i dlatego, że człowiek po prostu idący może być podejrzewany o “szarżowanie” tylko z racji kontekstu spotkania. Pamiętam, że tłumaczyłem Ci, że ja nie mogłem planować napadu czając się w tym gąszczu, bo w tym miejscu na ewentualną ofiarę musiałbym czekać latami, a może – do śmierci.

          1. z mojej strony wyglądało to tak: “ale zdesperowany żeby tu tkwić na odludziu w tych chaszczach! I jaką cwaną ma gadkę!!”:)

  2. To pokazuje – na naszym przykładzie, jak różne “prawdy” o jednym i tym samym mogą mieć ludzie, jak różnie można widzieć to samo.

  3. Ja miałam wypadek tylko z autem pod koniec 2013r. Noga połamana w kilku miejscach, kolano rozwalone. Do tej pory sprawnej nogi nie mam 🙁 a czeka mnie jeszcze 1 operacja.
    Na rower wsiadłam 5 miesięcy po wypadku, udało mi się bo bardzo uparta jestem – na moim blogu bikestats (nick Katana1978) możesz poczytać jak dochodziłam do siebie – od stycznia 2014. Było mi cholernie ciężko …ale się udało – myślę że tobie też się uda 🙂
    Bądź dobrej myśli. Pozdrawiam

    1. hej, ja też podczytuję czasem Twojego bloga:) upór i zawziętość to na pewno nie jest coś czego mi brakuje więc nawet przez chwilę nie myślę o tym, żeby się poddać. Na razie pogoda sprzyja rekonwalescencji, jest też o tyle łatwiej, że mogę biegać – więc jakaś forma treningu jest. Bardziej niż stroną fizyczną martwię się traumą jaka we mnie siedzi, niby tęsknię za rowerem ale w pewnym sensie cieszę się, że na razie nie mogę jeździć. Też tak miałaś?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *