z Wawy do Działdowa

pogoda nadal rozpieszcza nadzwyczajnie,  na dziś wróże zapowiadali nader zachęcające 25 stopni  – co w parze z dość mocnym wiatrem południowo-wschodnim zachęciło,  żeby nieco dalej ruszyć. Można by myśleć, że lato w pełni, gdyby nie ciemności, które spadają znienacka już przed 20 – co zawsze o tej porze roku jest dla mnie przykrym zaskoczeniem.
Rano też nie lepiej, PRAWDZIWYM latem na takie widoczki trzeba było polować o piątej,

teraz dwie godziny później nadal są dostępne…
Czasu na dłuższy wyjazd „za dnia” zatem nie za wiele i staram się maksymalnie wycisnąć z tego co mam:))
Szybka kawa w Łomnej na BP (tak, tak, są też INNE zaprzyjaźnione stacje:))) i lecę przez NDM, Modlin, Pomiechówek, Goławice, nad Wkrą przez Borkowo i przez Cieksyn do Nowego Miasta,

gdzie robię zwinny ale jakże treściwy i w kalorie bogaty popas. Gdyż piekarnia Piwoński w Łomiankach drożdżówki sprzedaje już od piątej (!!!), z czego skwapliwie skorzystałam zapasy robiąc solidne. Warto wspomnieć, że w tym roku drożdżówkowa oferta piekarni nader jest bogata, smaków kilkanaście – dziś do obowiązkowej bułeczki jabłkowej dobieram malinową. 
Z NM ruszam do Ojrzenia,

popasowe kalorie popieram kawowo-czekoladowym drinkiem, moc mi rośnie a wraz z mocą przybywa pomysłów na dalszą część trasy. Bo że dziś nie skończy się ona w Czeruchach to rzecz pewna. Ale skoro nie w Czeruchach to gdzie???
No cóż, pora przyznać, że nadal kusi mnie nadzwyczajnie Cyborgowy przejazd do Iławy. Ruszając rano nie brałam pod uwagę tej opcji, jedzie się jednak tak doskonale, że powoli zaczynam rozważać szanse powodzenia. Czyli – zdążę przed nocą czy nie. Nie chciałabym o zmroku utknąć gdzieś w polach za Lubawą:))) Postanawiam dać sobie szansę – czasu mam na styk, ale odkrywam, że w ostateczności mogę na granicy zmierzchu podjechać do Iławy czerwonym truchłem jakie powinno wyruszyć z Działdowa. Fajnie, to jest jakiś pomysł. 
Do Niedzborza jest cały czas z górki, wiatr popycha i Iława wydaje się coraz bliżej. Z Niedzborza przez Drogiszkę i Dalnię śmigam w zacnym tempie,

w Miączynie omijam znany skręt na Działdowo przez Turzę Wielką i jadę prosto do Szreńska.

Krótko ale fajnie:)
W Szreńsku (który wygląda jak miniatura Żuromina) szukam skrętu do Kuczborka. Jest to jak się okazuje skręt do Mostowa:)) Baaardzo urokliwa okolica, przez 5 kilometrów do Mostowa nie spotyka mnie żadne auto:))

Po kilku kolejnych kilometrach dojeżdżam do rozjazdu. W lewo na Kuczbork, w prawo na Niegocin. Dla mnie de facto jest to wybór między Iławą a Działdowem. Miejsce podjęcia ostatecznej decyzji. Czasowo ciągle jest na styk, ale dzięki solidnie przepracowanym ostatnim godzinom teraz styka jakby bardziej:))) Pora zatem sprawdzić, czy jak do Iławy pojadę, to będę miała czym wrócić. I tu nieoczekiwanie następuje ZONK.  Gdyż strona intercity.pl melduje awarię i brak możliwości zakupu biletów (jak również brak możliwości czegokolwiek, po prostu informuje, że nie działa). Rozkład jazdy interesujących mnie pociągów z Iławy znam, ale co z tego skoro nie wiem czy będzie tam dla mnie miejsce? A właściwie nie tyle dla mnie, co dla niebieskiego. Co za żenada. Brawo PKP! Nie dość, że nie dorobili się jeszcze aplikacji umożliwiającej zakup biletu na rower (serio!), to jeszcze ten szczątek strony, który mają – to też jakby go nie było. Minuty mijają, strona nie działa. W tej sytuacji Iława odpada. Czasowo pasowałoby mi wrócić pendolino, w którym jak wiadomo miejsc na rowery jest słownie CZTERY (brawa dla PKP po raz kolejny za świetny wybór!). Jeśli zajęte – nie pojedziesz. Fajnie też zawczasu wiedzieć, jak kosztowna może być ta (wątpliwa zresztą moim zdaniem) przyjemność, różnie bowiem można trafić, od 49 PLN (tak, kilka razy trafiłam taką cenę!) po 159 (też trafiłam:(((. 
Kolejom Mazowieckim brawa należą się natomiast prawdziwe i bezsprzeczne. Wakacyjny pociąg „słoneczny” bije absolutne rekordy frekwencji i nic dziwnego – tak samo szybko można nim wrócić znad morza jak pendolino i szkoda tylko, że to oferta tylko na czas wakacji. A skoro nadal trwają wakacje i jestem już tak blisko Działdowa to może by tak spróbować na niego zdążyć i wrócić do Wawy szybciutko zamiast tłuc się „osobowym”? Trzeba by tylko troszeczkę przycisnąć:))) 
Przyciśnięcie łatwe nie jest, bo na drodze do Lipowca stoi pagór typu mega a i kolejne kilometry drogi do Działdowa płaskie nie są.

Wiatr jednak mi sprzyja a pokusa wyrwania kilku dodatkowych godzin na obejrzenie tenisowych hitów dnia z US Open też w sprawnej jeździe pomaga. Na peronie jestem 3 minuty przed czasem (mimo, że na nowym działdowskim dworcu winda znowu nie działa), „słoneczny” przyjeżdża nie dość, że punktualnie to całkiem luźny. Wyprawa super a i  w tenisie sporo się działo!

mapa jest tutaj, kilometrów więcej niż wynika z mapy bo dziś jechałam z Wawy więc wpadło 35km do Modlina a potem jeszcze nadrobiłam jadąc naokoło przez Szreńsk i Mostowo zamiast skręcić w Liberadzu na Turzę

  • DST 177.80km
  • Czas 08:13
  • VAVG 21.64km/h

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *