coś nowego olsztyńskiego:))

wiatr słaby, północny + nieustannie wielka ochota na Olsztyn = pobudka o 4.10:)
Jest rewelacyjnie, rześko ale ani śladu mgieł (rowerzyści na Moście Północnym już są!!!).

Uwielbiam takie poranki, nad jeziorem Ukiel jeszcze bardziej niż nad Wisłą:)

a z kawą z Planktona i w towarzystwie malinowego rogalika poranek smakuje mi jeszcze bardziej:))
Jak zawsze siedzę tu trochę za długo ale dziś to czas nie tylko miły ale i owocny – z pomocą węglowodanów krystalizuje się śmiały i miejscami całkiem nowy plan. Węglowodany zawsze pomagają. Również w realizacji wymyślonego planu:)))
Ekscytację wzmaga fakt, że NOWE w dzisiejszej trasie będzie dopiero w dalszej jej części. A oczekiwanie zawsze ekscytuje. Tym bardziej, że znany przejazd (przez Bartąg do 598 na Butryny i Zgniłochę do 58 i w lewo do Jedwabna)

też jest mega fajny. Chociaż ostatnio na pierwszym odcinku nieco zmasakrowany przez budowę obwodnicy.

Za Jedwabnem zaczyna się… nie nie, jeszcze nie nowe. Na razie ODŚWIEŻANE:) Bo drogą 508 z Jedwabnego do Wielbarka jechałam już kiedyś. Raz. Daaawno temu. Ale bardzo dobrze tę masakrę pamiętam. Obłędnie piękny las, pagórzątka i dramatycznie wręcz dziurawy asfalt. Dwadzieścia kilka kilometrów takiego koszmaru, że żadne widoki nie były w stanie go zrekompensować. No ale cóż, trochę czasu minęło. I dziś mówię: SPRAWDZAM!
Są emocje i jest

PIĘKNY ASFALCIK PO CAŁOŚCI!
Jadę dalej – tym razem już ZUPEŁNIE NOWYMI dla mnie drogami. Pierwszy etap tych nowości nieco mnie niepokoi – szlak mój wiedzie bowiem drogą krajową 57 Wielbark – Chorzele. Drogi krajowe kojarzą mi się źle, zazwyczaj wąziutkie i bez pobocza  za to ze stadami TIRów i pędzących osobówek. Tu nie jest tak strasznie – tzn. „standard” szerokości (a właściwie jej braku) utrzymany ale ruch nie jest dramatyczny. Lokalne języki twierdzą, że to jedyna opcja dojazdowa do Chorzeli, mnie się coś jednak wydaje, że boczkami przez Mącice też by dało radę. Owszem bardzo naokoło ale następnym razem sprawdzę ten wariant. Bo 17km z oczami naokoło głowy i uszami na pełnym podsłuchu to jednak z relaksem nie ma wiele wspólnego.
Chorzele okazują się być bardzo fajne, zapewniają zacny Orlenik i takie oto całkiem przyjemne miejsca,

które jednak rychło porzucam na rzecz drogi Chorzele-Jednorożec. To jest prawdziwy cel tej wyprawy i w roli gwoździa programu spisuje się doskonale:)

Jest pięknie i do Jednorożca prawie pusto. Trochę aut przybywa przed Przasnyszem a ostatni odcinek czyli 20km drogą 617 Przasnysz-Ciechanów to już totalna gehenna. Nie wiem czy to z powodu piątkowego popołudnia, ale ruch od strony Ciechanowa jest wściekły, zaliczam 5 prób zepchnięcia mnie z drogi przez wariatów idących na czołowe w ramach wyprzedzania „na trzeciego”. Tak bardzo chcę stąd uciec, że cisnę na maksa i wpadam na ciechanowski dworzec równo z pociągiem, na który wedle wszelkich obliczeń nie miałam prawa zdążyć. Dzięki czemu w Wawie załapuję się jeszcze na wieczorną pocztówkę:))

do tej wycieczki jest mapa

  • DST 187.17km
  • Czas 08:11
  • VAVG 22.87km/h

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *